Z góry uprzedzam, że nie będę się zajmować wszystkimi kandydatami, ale tylko czterema pierwszymi, a do tej grupy należą: Jarosław Kaczyński, Bronisław Komorowski, Grzegorz Napieralski i Janusz Korwin Mikke. Porównywane kwestie: ZUS, NFZ, polityka pro-rodzinna, aborcja, in vitro, legalizacja narkotyków, wprowadzenie euro, media publiczne, UE, podatki.
W zasadzie Napieralskiego mogłabym sobie odpuścić z tej prostej przyczyny, że on jest całkiem oficjalnie czerwony. Nie dość, że reprezentuje partię, która w nazwie ma i lewicę i demokrację, to publicznie mówi o tym, że wszyscy uczniowie powinni mieć laptopy! Piękna wizja – szkoda, że nie dodał, że od nas wyciągnie na nie pieniądze, połowa tego pójdzie do pośrednika – czyli biurokracji, a laptopy będą produkowane przez firmę, która da odpowiednim ludziom, którzy to załatwią w łapę… Czy jest jeszcze ktoś dość naiwny, żeby takie rzeczy kupić?
I jeszcze na początek uproszczona definicja socjalizmu – ingerencja państwa w życie osobiste obywateli, w gospodarkę, szkolnictwo, ochronę zdrowia itp. Glosariusz przedstawię na koniec (tzn. spróbuję odkłamać język wyborczy).
Ale do rzeczy – najpierw kilka zestawień.
Wiek emerytalny/ZUS:
Kaczyński J.
“Można spróbować wprowadzić uregulowania, które pozwolą obywatelom dokonywać wyboru dłuższego okresu aktywności zawodowej. Przejście na emeryturę z chwilą osiągnięcia wieku emerytalnego musi być traktowane jako prawo obywatela, nie jako przymus. Trzeba pamiętać jednak, że równie istotne jest stworzenie miejsc pracy dla osób po 50.” Czyli – pozostawić ZUS i nadal zmuszać ludzi by nierozsądnie i często wbrew własnej woli rozporządzali swoimi pieniędzmi.
Komorowski B.
“Polski system emerytalny wymaga dalszej reformy, np. rozważane ewentualne wydłużenie okresu pracy kobiet mogłoby mieć charakter dobrowolności.” Czyli – pozostawić ZUS i nadal zmuszać ludzi by nierozsądnie i często wbrew własnej woli rozporządzali swoimi pieniędzmi.
Napieralski G.
“System elastyczny, oparty na możliwości wyboru, przy zachowaniu określonej ustawowej dolnej granicy wieku pozwalającego na przejście na emeryturę. Pracownicy mogliby samodzielnie określać, czy czują się na siłach i mogą pracować dłużej – „premią” jest wówczas wyższa emerytura.” Czyli – pozostawić ZUS i nadal zmuszać ludzi by nierozsądnie i często wbrew własnej woli rozporządzali swoimi pieniędzmi.
Korwin Mikke J.
“INFO: Ministerstwo pracy zamierza przygotować projekt ustawy przesuwającej wiek przechodzenia na emeryturę z 60 lat u kobiet i 65 lat u mężczyzn do co najmniej 67 roku życia dla obu płci.”
Co wiadomo na pewno – JKM jest przeciwny przymusowym ubezpieczeniom społecznym oraz decydowaniu przez państwo (czyli jakiegoś urzędnika), jak człowiek ma żyć oraz jak odkładać pieniądze na starość. ZUS jest instytucją bandycką, ponieważ bierze pieniądze od obywateli, marnotrawi, część faktycznie idzie na emerytury – ale obecnie! – a nie odkłada się faktycznie dla osób, które składki płacą. Reasumując – choćbym sobie uzbierała na koncie ZUS 200tysięcy, nie dostanę ich w dowolnym momencie, bo „przepadły” i już nie są moje. Na mnie zarobi czyjeś dziecko. A że dzieci coraz mniej, ZUS kiepsko sobie radzi, więc podnosi się wiek emerytalny i zmniejsza się emerytury (na razie twierdzą, że o ¼).
Podsumowując, ZUS należy jak najszybciej zlikwidować. Nie powinno być w ogóle czegoś takiego jak emerytury – wystarczy popatrzeć jak działa… Wiek emerytalny więc nie ma tu nic do rzeczy, bo człowiek tak długo pracuje jak chce – jeśli odłoży sobie dość wg niego na starość w wieku 45 lat, to niech sobie więcej nie pracuje. Natomiast pozostaje do rozwiązania kwestia wypłacania emerytur ludziom, którzy już na emeryturze są – np. po likwidacji ZUSu pieniądze wpłacić na fundusz emerytalny, który tym ludziom będzie pieniądze wypłacał. Ci którzy chcą zrezygnować już z płacenia ZUSu powinni móc to zrobić, a ci którym zostało niewiele to emerytury musieliby jakiś czas iść starym trybem, z tym, że pieniądze szłyby na fundusz, nie ZUS.
[dodane 15go czerwca] – Pieniądze na ten Fundusz byłyby z prywatyzacji. Możliwe więc, że każdy chętny mógłby przestać płacić. Ale tym, co niewiele do emerytury brakuje pewnie nie opłaca się nagle rezygnować.
http://www.alertfinansowy.pl/component/content/article/2206.html
Polityka pro-rodzinna
Kaczyński J.
Państwo powinno wspierać socjalnie tylko rodziny potrzebujące
Komorowski B.
Państwo powinno wspierać rodziny w różnych aspektach bez względu na ich sytuację materialną, choć rodziny najuboższe w pierwszej kolejności. [o dziwo, Komorowski jest tu bardziej lewicowy/socjalistyczny/komunizujący wręcz od Napieralskiego]
Napieralski G.
Państwo powinno wspierać socjalnie tylko rodziny potrzebujące.
Korwin Mikke J.
Państwo powinno trzymać się z dala od życia prywatnego obywateli, więc również rodziny.
Wprowadzenie Euro.
Kaczyński J.
Polska powinna wprowadzić walutę euro w sprzyjających warunkach ekonomicznych. [takich nie będzie jak długo będzie panować euro-socjalizm]
Komorowski B.
Polska powinna wprowadzić walutę euro w sprzyjających warunkach ekonomicznych. [takich nie będzie jak długo będzie panować euro-socjalizm]
Napieralski G.
Polska powinna przyjąć wspólną walutę UE, ale pod warunkiem ustabilizowania sytuacji w krajach mających aktualnie euro i przyjęcia takich rozwiązań przez całą UE, które będą zapobiegać kryzysom wspólnej waluty. [to nie nastąpi tak długo jak uzdrawianie sytuacji będzie polegało na wpompowywaniu kolejnych unijnych pieniędzy do tych krajów kosztem tych krajów, które JESZCZE radzą sobie w miarę dobrze - jak zaczną pomagać to i im się pogorszy]
Korwin Mikke J.
Przeciwny wprowadzaniu euro – czy Grecja, Hiszpania, to nie dość dobry przykład?
“INFO: Organizacja OpenEurope zaprezentowała kilka obietnic nt. strefy euro, które w ciągu ostatnich 15 lat elita polityczna Unii Europejskiej zaserwowała Europejczykom, a które nijak mają się do rzeczywistości.
Oto największe kłamstwa dotyczące strefy euro:
- Wstąpimy do strefy euro, jeśli będziemy spełniać wszystkie wymagane kryteria – powiedział w 1999 r. p. Jan Papantoniou, minister finansów Grecji.
- Mamy traktat, który zakazuje pomocy finansowej państwom zadłużonym – powiedziała 1 marca 2010 r. p. Aniela Merkel, kanclerz Niemiec.
- Grecki premier powiedział, że nie chce od Unii ani centa. Niemcy nie dadzą Grecji ani centa – powiedział 5 marca 2010 r. p. Rainer Bruedle, minister gospodarki Niemiec.
- Euro jest skałą stabilności, przyjmowanie wspólnej waluty jest wielkim krokiem naprzód – powiedział w 2009 r. p. Ryszard Corbett, były laburzystowski europarlamentarzysta.
- Solidarność jest możliwa i będzie istnieć. Pomoc finansowa zadłużonym krajom jest niemożliwa i nie będzie istnieć – powiedział 29 stycznia 2010 r. p. Jacek Almunia, uniokomisarz ds. ekonomii.
- Euro jest tarczą przed kryzysami finansowymi – powiedział 5 lutego 2010 r. p. Józef Barosso, przewodniczący KE.
Czy któraś z tych deklaracji została dotrzymana?”
http://korwin-mikke.pl/wazne/zobacz/najwieksze_klamstwa_strefy_euro/24052
Z: Źródło: www.openeurope.org.uk
Media Publiczne
Kaczyński J.
Media publiczne powinny być finansowane z abonamentu, który należy zwiększyć i ściągać w 100 procentach, np. przy okazji płacenia podatku dochodowego [czyli ja również płacę, choć nie oglądam, nie chcę oglądać i nie popieram idei.]
Komorowski B.
Media publiczne powinny być finansowane z budżetu państwa i skupiać się na wypełnianiu swojej misji, a nie na walce z konkurencją. [abonament a budżet państwa różnica tylko w nazewnictwie - to pieniądze Polaków; MISJA!? propagowanie socjalizmu zapewne... bo jaką misję może mieć telewizja? a walka z konkurencją - na normalnym rynku wszystkie firmy ze sobą konkurują, dzięki temu konsument ma wybór - lepsze, tańsze, ciekawsze itp. Oczywiście państwowa telewizja jest finansowana przez Polaków przymusowo, tych co nie oglądają wcale TV również - więc jest w dużej mierze faworyzowana - jeśli byłaby kiepska a abonament byłby dobrowolny, ile by się utrzymała?]
Napieralski G.
Media publiczne powinny być całkowicie finansowane z budżetu państwa i skupiać się na wypełnianiu swojej misji, a nie na walce z konkurencją. Media publiczne powinny istnieć i służyć wszystkim Polakom. Tylko one mogą pełnić ustawową rolę edukacyjną i kulturotwórczą. [I tu najwyraźniej widać, o co chodzi. To co powyżej, u innych kandydatów, pasuje również i tutaj - dodam tylko - co do wytłuszczonego - dokładnie tak jak w komunizmie tv ma uczyć i wychowywać obywateli na posłusznych państwu, szanujących państwo i nie buntujących się przeciwko kolejnym przypadkom ucisku; na dodatek edukować mają w konkretnym kierunku - (łatwo to udowodnić!) - w kierunku socjalistycznej UE, tolerancji dla homoseksualistów, która ma się posunąć do pozwolenia im na adopcję dzieci, aborcji i eutanazji z jednoczesnym zniesieniem kary śmierci dla morderców, również wielokrotnych, oraz wszelkich w danym momencie istotnych z punktu widzenia rządzących "trendów" - jak oszukańcze globalne ocieplenie - lista jest znacznie dłuższa.]
Korwin Mikke J
Jest za likwidacją państwowych mediów. [USA nie ma i świetnie sobie radzi. Zresztą, nie oszukujmy się, drodzy rodacy - takie TVN jest przecież wybitnie pro-PO; przykładów też nie brakuje na inne partie - więc po co media państwowe - jak widać partie wysługują się mediami prywatnymi równie dobrze. Oczywiście to oznacza, że dodatkowe pieniądze zostają u nas w kieszeni]
Służba zdrowia
Kaczyński J.
Należy podnieść nakłady na służbę zdrowia, ale bez podnoszenia składki zdrowotnej. [Czyli z budżetu państwa. Niby jak inaczej? Czyli wciąż za pieniądze podatników. A nie podejrzewam, że cięcia dzięki którym podniesie się nakłady na Służbę Zdrowia, będą np pochodzić z funduszu, który Pan Kaczyński czerpie na kampanię wyborczą. Ani nie sprywatyzuje szkolnictwa itd - więc biorąc pod uwagę deficyt i zadłużenie - podniosą nam jakoś podatki - VAT?]
Komorowski B.
Przekształcenia szpitali są szansą na lepsze usługi zdrowotne, a system wymaga dalszych, zdecydowanych zmian dla dobra pacjentów. [Pustosłowie. Wiadomo, że nie mówi o prywatyzacji. Może wymieniłby jednych urzędników na drugich i dał im więcej? I koniecznie należy dodać, że pan Komorowski jest za refundowaniem w pewnych przypadkach, o tym poniżej - zabiegów in vitro - to jakieś 10-15 tysięcy. Za pieniądze wszystkich obywateli, również tych, którzy sobie na pewno IV nie zrobią i tych, którzy samej idei są przeciwni!]
Napieralski G.
Podstawowym źródłem finansowania ochrony zdrowia musi być obowiązkowa składka zdrowotna. Proponujemy jej sukcesywne zwiększanie, z możliwością odliczenia od podatku PIT. [Aż komentować się odechciewa. Najbardziej ucierpią na tym najbiedniejsi, którzy płacą - bo mają już wtedy tylko NFZ do wyboru. Bogatsi płacą składkę i i tak idą prywatnie, bo lepsza usługa, a ich stać. A ci, którzy w ogóle nie płacą, bo my za nich płacimy, stoją często w długich kolejkach. Terminy mają na za kilka/naście miesięcy... To dotyczy również zapisywania noworodków na badania!!]
Korwin Mikke J.
Należy sprywatyzować służbę zdrowia. Tak się składa, że sami pracownicy służby zdrowia by na tym lepiej wyszli – ci którzy są dobrymi lekarzami wyszliby dobrze, a najlepsi najlepiej. I oczywiście najlepiej dla klientów – bo dzięki konkurencji na wolnym rynku (czyli bez żadnej ingerencji państwa) szybko by się okazało gdzie jest tanio i dobrze, albo drożej ale jeszcze lepiej itp]
Aborcja
Jurek M. [dla kontrastu!!!]
Podpiszę ustawę zakazującą aborcji z powodu choroby nienarodzonego dziecka lub poczęcia w wyniku czynu zabronionego, ale za priorytet uważam konstytucyjne potwierdzenie prawa do życia od poczęcia jako prawa człowieka.
Kaczyński J.
Nie należy zmieniać obowiązujących przepisów dotyczących ochrony życia. [Czyli nie ma ochrony od poczęcia, dziecko, które powstało w wyniku np. seksu z osobą poniżej 15go roku życia, a to w Polsce czyn zabroniony, albo w wyniku gwałtu - nie zawsze da się to udowodnić! - nie jest do 12tyg. życia traktowane jak człowiek]
Komorowski B.
Nie należy zmieniać obowiązujących przepisów dotyczących ochrony życia. [Jak wyżej]
Napieralski G.
Podpiszę ustawę zezwalającą na aborcję z powodu sytuacji społecznej kobiety. [Bez komentarza...]
Korwin Mikke J.
Jest zdania, że człowiek powinien być chroniony od poczęcia. [Zagrożenie życia kobiety można stwierdzić, zdrowia - daje zbyt szerokie pole do manewru - przykład Alicji Tysiąc; płód jest człowiekiem od poczęcia - bo jak nie człowiekiem, to jakim innym gatunkiem, proszę mi powiedzieć?]
Tutaj skrót – dopuszczalność przerywania ciąży na dziś: http://wyborcza.pl/1,76842,5308208,Ustawa_o_planowaniu_rodziny__ochronie_plodu_ludzkiego.html
Kopiuję:
“Art. 4a
1. Przerywanie ciąży może być dokonane wyłącznie przez lekarza, w przypadku gdy:
1.1. ciąża stanowi zagrożenie dla życia lub zdrowia kobiety ciężarnej,
1.2. badania prenatalne lub inne przesłanki medyczne wskazują na duże prawdopodobieństwo ciężkiego i nieodwracalnego upośledzenia płodu albo nieuleczalnej choroby zagrażającej jego życiu,
1.3. zachodzi uzasadnione podejrzenie, że ciąża powstała w wyniku czynu zabronionego
2. W przypadkach określanych w ust. l pkt 2 przerwanie ciąży jest dopuszczalne do chwili osiągnięcia przez płód zdolności do samodzielnego życia poza organizmem kobiety ciężarnej;
w przypadku określonym w ust. l pkt 3 lub 4, jeżeli od początku ciąży nie upłynęło więcej niż 12 tygodni.
3. W przypadkach, o których mowa w ust. l pkt l i 2, przerwania ciąży dokonuje lekarz w szpitalu. “
In Vitro
Kaczyński J.
Szacunek dla życia jest fundamentem państwa i naszej kultury. Sprawa in vitro bez wątpienia musi zostać w końcu uregulowana prawnie. Należy jednak pamiętać, że z metodą in vitro związane jest wiele dylematów etycznych. Dlatego dziś należy poczekać na szczegółowe zapisy, które powinny powstać w parlamencie, w wyniku porozumienia społecznego. Jednocześnie ważne jest, by w Polce był szybko wdrożony skuteczny, wielopłaszczyznowy program leczenia bezpłodności. [nie ma zdania jeszcze - albo jest ostrożny]
Komorowski B.
Metoda in vitro może ułatwić wielu małżeństwom posiadanie dzieci – dziś ma z tym problem blisko 20 proc. polskich małżeństw. Sprawa wymaga znalezienia mądrego kompromisu, pozwalającego na zachowanie skuteczności metody oraz uwzględniającego katolicką wrażliwość na kwestię ochrony życia. [być może zmienił zdanie na temat finansowania IV z budżetu państwa: "Bronisław Komorowski powiedział, że jeżeli metoda zapłodnienia in vitro ma być finansowana lub współfinansowana z budżetu państwa, w ustawie muszą być zapisane kryteria zdrowotne, które "zwiększają szansę na urodzenie zdrowego dziecka" za http://wiadomosci.wp.pl/kat,1342,title,Komorowski-in-vitro-nie-dla-wszystkich-SLD-on-obraza,wid,12098064,wiadomosc.html?ticaid=1a53a - czyli dopuszcza taką możliwość jeśli: "In vitro powinno być finansowane, ale państwo ma prawo traktować wydatki z budżetu jako swoistą inwestycję, nie w stosunku do wszystkich, tylko w stosunku do tych, gdzie jest szansa, że się urodzą dzieci zdrowe i będą dobrze wychowane, wychowane na dobrych obywateli w przyszłości; no tak, przecież według socjalistów dzieci są państwowe]
Napieralski G.
Metoda in vitro powinna być dopuszczalna bez żadnych ograniczeń i finansowana z budżetu państwa. [a skąd te pieniądze weźmie? Skopiuję samą siebie: to jakieś 10-15 tysięcy. Za pieniądze wszystkich obywateli, również tych, którzy sobie na pewno IV nie zrobią i tych, którzy samej idei są przeciwni!]
Korwin Mikke J.
IV tak – tylko jeśli nie będzie nadprogramowych zarodków – to wynika z poglądu o ochronie życia od poczęcia. Refundacja NIE. [Jak ktoś nie może innymi metodami, powinien sam za to zapłacić. A nie za pieniądze wszystkich podatników. Ponadto jest na przykład przemilczana metoda, bo tania - naprotechnologia.]
Jak ktoś chce poczytać, poczyta. Życie nie jest sprawiedliwe – jak powiedział Milton Friedman (JKM ma zbieżne z nim poglądy), noblista w dziedzinie ekonomii – niektórzy rodzą się niewidomi, inni piękni, inni brzydcy. A niektórzy nie mogą mieć dzieci. Nie jest to sprawiedliwe – ale państwo nie jest od tego, żeby takie niesprawiedliwości naprawiać. Większości i tak się nie da. Chyba, że zaczną ingerować w genotyp ludzki.
Narkotyki
Kaczyński J.
Narkotyki powinny być całkowicie zakazane.
Komorowski B.
Narkotyki powinny być całkowicie zakazane.
Napieralski G.
Nie jestem fanem narkotyków, niezależnie od tego, czy chodzi o miękkie czy twarde, nie ma niezbitych dowodów, że miękkie narkotyki nie zachęcają do sięgania po ich twarde odpowiedniki. Otwarte granice powodują, że jakakolwiek polityka w tym względzie, jeśli nie jest spójna na poziomie Unii Europejskiej, jest po prostu fikcją.
Korwin Mikke J.
Jest za legalizacją.
Wolność dotyczy również tego, że wolno człowiekowi sobie szkodzić. Bo inaczej dojdzie do absurdów takich jak – rozważanie zabronienia solenia potraw w Nowym Jorku, bo sól szkodzi! Człowiek nie jest własnością państwa, żeby państwo decydowało co ja chcę zrobić z własnym zdrowiem i życiem. Natomiast edukować młodzież w tej kwestii na pewno należy.
Parytety
Kaczyński J.
Kobiety w Polsce nie są dyskryminowane w życiu publicznym.
Komorowski B.
Kobietom w życiu publicznym na pewno jest trudniej z powodu ich roli w rodzinie, i to trzeba zmieniać przez różne ułatwienia, ale nie jestem do końca przekonany, że zmieni to parytet płci. [jeszcze bardziej wyganiać z domu?]
Napieralski G.
Kobiety w Polsce są dyskryminowane w życiu publicznym, a parytety płci są dobrym sposobem na walkę z tą nierównością.
Korwin Mikke J.
Pytanie – to dlaczego Partia Kobiet nie weszła do Parlamentu? [Parytetów chcą feministki. Feministki chcą władzy. Kobiety myślą przeważnie sercem, dlatego są za socjalizmem - opiekujmy się wszystkimi. Socjalizm jest złem. Kobiety powinny zajmować się tym, co robią najlepiej - rodziną. Oczywiście żadnego zabraniania chodzenia do pracy nie ma - wolność przede wszystkim. JKM podziwia Margaret Thatcher. Nie jest więc przeciwny kobietom w życiu politycznym w ogóle, ale parytety? A ile kobiet na 100 faktycznie interesuje się polityką i wie, o co w niej chodzi?]
Związki partnerskie homoseksualistów
Kaczyński J.
Istniejący w Polsce stan prawny daje osobom o skłonnościach homoseksualnych wszystkie prawa obywatelskie, wprowadzanie związków partnerskich nie jest więc potrzebne.
Komorowski B.
Istniejące przepisy prawa dają możliwość zabezpieczenia materialnego osób, które nie żyją w związku małżeńskim, ale w moim przekonaniu nie ma w Polsce społecznego przyzwolenia na przykład dla możliwości adopcji dzieci przez pary homoseksualne.
Napieralski G.
Osoby o skłonnościach homoseksualnych powinny mieć w Polsce prawo do zawierania związków o takich samych skutkach prawnych jak małżeństwo, ale bez możliwości adopcji dzieci. [pan Napieralski nie widzi, że jedno otwiera drogę drugiemu]
Korwin Mikke J.
JKM uważa, że osoby o tych skłonnościach nie domagają się głośno specjalnych przywilejów – tego głośno domagają się ci, którzy obnoszą się ze swoją skłonnością i liczą na pewne przywileje a nawet dotacje (a są takowe). Poza tym – tak jak pan Kaczyński.
Unia Europejska
Kaczyński J.
Unia Europejska powinna zmierzać w kierunku związku suwerennych państw.
Komorowski B.
Unia Europejska powinna zmierzać w kierunku związku suwerennych państw.
Napieralski G.
Unia Europejska powinna zmierzać w kierunku państwa federacyjnego.
Korwin Mikke J.
Przeciwny UE jako państwu (ma osobowość prawną!) Nic nie stoi natomiast na przeszkodzie byśmy należeli wszyscy do strefy Schengen.
Podatki
Biorąc pod uwagę fakt, że wszyscy poza JKM są socjalistami, nie należy oczekiwać od nich obniżenia podatków, ani co za tym idzie poprawy warunków bytowych. Jedynie JKM chce znieść podatek dochodowy i przymusowe ubezpieczenia – to, co człowiekowi zostanie w kieszeni powinien móc wydać wedle własnego uznania.
PODSUMOWANIE
Tylko JKM faktycznie odróżnia się od pozostałych kandydatów w pierwszej trójce – JK, BK, GN. Proponuje inny ustrój. Wolność przede wszystkim. Osobista i gospodarcza.
JKM sprywatyzowałby również edukację (Harvard to dość dobry przykład?). W zasadzie wszystko należy sprywatyzować. Rolą państwa powinno zostać tylko bezpieczeństwo obywateli – wojsko i policja.
Podatek – dochodowy znieść. Ale pozostaje np pogłówne, niezbędny do utrzymania wojska, policji i szczątkowej administracji.
Pozostali kandydaci to w mniejszym lub większym stopniu socjaliści – ingerencja państwa we wszystko – od gospodarki po rodzinę, po życie osobiste.
[15.06] Przeczytałam dokładnie program Kaczyńskiego i Napieralskiego (Komorowski jest dla mniej z tej czwórki najmniej interesujący), dlatego, ze wg panów z TVN24 (wczorajszy wieczorny program) ci panowie reprezentują skrajnie różne poglądy… I ze J Kaczyński jest ten prawicowy. [sic!] Otóż proszę państwa, nie jest prawicowy. Jest w kilku miejscach bardziej na lewo od Napieralskiego! Proszę po prostu program dokładnie poczytać i zauważyć jak wieloma dziedzinami życia chce się zająć Kaczyński. A ingerencja oznacza zwiększenie nakładów, kontroli i biurokracji! Trochę napisałam o tym we wpisie o odkłamywaniu języka (wczoraj) – przy okazji zajmowania się terminologią różnej maści postępowych mediów i polityków.
Glosariusz:
“bezpłatny” oznacza w języku dzisiejszej klasy politycznej – opłacone z pieniędzy podatników.
“solidarność” – musimy godzić się na socjalizm, bo trzeba pomagać wszystkim (ludzie są traktowani jako niezdolni pomóc samym sobie, a ci drudzy (zdolni?), że nie pomogą ludziom w potrzebie bezpośrednio – choć “pomagają” za pośrednictwem państwa. Mnóstwo się marnuje na pośredników i biurokrację. I biedni dostają jakieś 20%…
“misja” telewizji państwowej – propaganda jedynie słusznej wersji rzeczywistości
Więcej terminów opiszę oddzielnie. I dodam stronę zamiast wpisu [16.06 - dodałam jednak wpis]. Ten wpis jest już i tak bardzo długi, a przecież nie wyczerpałam wszystkich tematów. Więcej przekłamanych terminów we wpisie “Odkłamywanie języka” [15.06]

Dla mnie jest rzeczą oczywistą, że nie ma żadnych mediów niezależnych, publiczne/państwowe czy nie. Zawsze są zależne od kogoś. Jak nie od wydawcy, to od ludzi wykupujących w nim reklamy, to od lobbystów i jak piszesz, wielkich korporacji. W porównaniu odnoszę się wyłącznie do mediów tzw publicznych, które są zupełnie zbędne, płacę na nie podatki, a widzę np w czasie kampanii wyborczej, głównie dwóch czy trzech kandydatów, z których żaden mnie nie interesuje – a powinno być (w takich akurat mediach) każdego kandydata tyle samo.
Nie wiem czy jest alternatywa dla dla tego co jest. Mi na początek wystarczy likwidacja państwowej telewizji. PiS ma swoje medialne poparcie, PO swoje. JKM ma póki co Internet.
Nie wiem, w jakim sensie internet nie jest niezależny – ciekawa jestem – napisz. :) Chętnie przeczytam – nie wykluczam, że masz rację, może chodzi Ci o coś zupełnie oczywistego.
Co do korporacji – na prawdziwie wolnym rynku – korporacje chciałby dyktować ceny, prawda? I prędzej czy później je zawyżać, żeby więcej zarobić, tak? No to bez ingerencji państwa i komplikowania sprawy przez setki licencji i atestów, na które stać tylko te korporacje, ludzie pójdą i kupią u kogoś innego. A JKM o patentach się wypowiadał niezbyt pochlebnie, o ile dobrze pamiętam – chce chyba skrócić to do 7 lat. Z możliwością przedłużenia do 11 lat jeśli ktoś dopłaci za to.
O GMO nie zapomniał – ja tego po prostu nie poruszyłam, bo nie znam zdania innych kandydatów na ten temat. Zdanie JKM o GMO jest na jego blogu i wynika z jego podejścia do wolnego rynku.
Moje osobiste zdanie to odrębny temat ;)
ciekawie ale jednak jednostronnie.. Napisze krotko, Pan JKM jest bardzo fajnym facetem ale Polska nie jest wyspa i nie moze przyjac pogladow tegoz kandydata! wyobrazacie sobie chloste na rynku w sandomierzu czlowieka, ktory ukradl snickersa w sklepie?? a taki poglad na kare za zly czyn wyznaje JKM. POLSKA musi wybrac mniejsze zlo! pan Kaczynski jest nacjonalista, Napieralski jest spadkobierca PRLu no coz pozostaje Komorowski. Powiem szczerze ze nie jestem jego wielkim zwolennikiem ale on bedzie jedyna szansa na nasze spokojne zycie w PL i UE. Jestem obywatelem ktory chce pracowac ale tez konsumowac, chce miec mozliwosc dostepu do dobr wytwarzanych na ‘zachodzie’, chce miec przyjaciol za sasiadow..
Cóż, jednostronność jest skutkiem nie tyle sympatii do JKM, co moich poglądów na socjalizm i reakcji na przekłamywanie języka (np wielokrotne powtarzanie o “bezpłatnym” tym i owym… Polska nie jest wyspą, ale jest odrębnym krajem, choć niestety już mniej odrębnym państwem. To żaden argument wg mnie – czy jeśli wszystkie państwa wokół mają socjalizm, to my też powinniśmy? Czy jeśli wszyscy Twoi koledzy zachorują, to postarasz też się zachorować?
Chłosta to dobra kara – ale nie wiem czy akurat za kradzież snickersa ;) O tym niech już specjaliści się wypowiadają. JKM chodzi generalnie o to, że chłosta byłaby zamiast więzienia – dużo taniej, mniej demoralizuje, ale wstyd większy, więc bardziej odstrasza (dziś więzienia są praktycznie luksusowe). JKM z całą pewnością nie wsadziłby człowieka do więzienia za kradzież snickersa – więc chłosty też by nie było.
Do wybierania mniejszego zła jest druga tura… Ale generalnie jak się ma do wyboru zło, mniejsze zło i dobro, to się jednak dobro wybiera – jak tak postrzegam te kwestię – wolność albo niewola (w socjalistycznym ustroju, gdzie o wszystkim co ważne decyduje urzędnik państwowy!). To chyba jasne, że wybieram wolność.
Komorowski z kolesiami z PO właśnie bardzo szybko przepchnął ustawę o CBA… Czytałeś? Jest też u mnie na blogu. Kogoś takiego chcesz na prezydenta?… Spokojne życie to można też było mieć w komunizmie – jeśli człowiek mało wymagał, nie podpadał władzy i jeśli trzeba kablował… Mnie nie wystarczy “spokój” taki jaki mi oferuje socjalizm. To klatka. Konsumować można nawet lepiej w wolnym kraju – bo masz (jeśli się postarasz) więcej kasy na konsumpcję. A zamykania granic przecież nie będzie. Wciąż by były towary z zachodu. I nie wiem dlaczego nie mielibyśmy mieć przyjaciół za sąsiadów – ludzie się tam nie zmienią. Natomiast państwa się nie przyjaźnią – są i owszem traktaty różnego rodzaju, ale państwa mają myśleć o korzyściach dla siebie przede wszystkim. Inaczej będziemy dalej robić za ofiarę… (wiesz, że mamy dopłacać grubą kasę do Unii? – to z naszych, Polaków kieszeni. Twoich też. Takiej UE i takich “przyjaciół” chcesz mieć?)
Zgadzam się z G. Napieralskim w kwestii aborcji. Sytuacja którą obserwujemy teraz w PL jest zastraszająca – 15, 16-latki zachodzące w ciążę? To jest chore… Nie mając wykształcenia, bez możliwości podjęcia pracy w takim wieku, o dojrzałości psychicznej już nawet nie wspominając jaką one mają możliwość wychowania dzieci bez pomocy rodziny? ŻADNEJ. Ile jest przypadków, że nawet osoby po 20 roku życia nie są gotowe na dziecko? Mnóstwo… Nie mają prawa legalnie dokonać aborcji więc robią to nielegalnie, w obskurnych pseudo “klinikach” narażając się później na problemy zdrowotne… Gdyby chociażby tabletki tzw. “72h po” były dostępne bez recepty jak ułatwiłoby to życie… Ehh Polska to zaścianek :(
Twoje prawo się zgadzać… Jednak nie można ustawy (nieważne jakiej) obwiniać za to, że jakaś siusiumajtka usunęła ciążę… 15 lat to bardzo młody wiek – obwiniałabym brak dojrzałości i może brak edukacji. Skoro idzie usunąć, to nie jest katoliczką, a skoro tak – dlaczego w takim razie nie stosowała antykoncepcji?? Chore to jest to, że można tak totalnie bez odpowiedzialności podejść do sprawy seksu i potem zwyczajnie “usunąć konsekwencję” czyli zabić w sobie życie… A winą za to, że ludzie nie są gotowi (nie wiem co miałeś/miałaś na myśli dokładnie, ale zakładam finanse) – finansowo jest system, który ludziom tyle pieniędzy w podatkach zabiera – coś co właśnie popiera Napieralski.
Czy gdyby wg Ciebie zalegalizowano aborcję, byłoby aborcji mniej czy więcej? I tak jest dużo za dużo… Ale pewnie więcej – już jest mały przyrost… Jeśli byle powód wystarczy, to przyrost spadnie drastycznie. To wg Ciebie dobrze? Lepiej, żeby muzułmanie mieli po 8 dzieci, a my po jednym? (po aborcji zmniejszają się szanse zajścia w ciążę dla tych co w końcu są gotowi, po antykoncepcji hormonalnej również). Jak będzie Europa wyglądać za 20-30 lat?… Ech, zupełnie inaczej postrzegamy ten świat.
Ale do tego, ze jest mnóstwo osób, z którymi się nie zgadzam, już się przyzwyczaiłam.
Jeśli chodzi o niezależność internetu: a)internet to jest wyłącznie cyber przestrzeń? A stojące w jakimś bardzo konkretnym miejscu serwery i całe zaplecze techniczne? Przecież to do kogoś należy. A ten ktoś ma nad tym władzę oraz swoje interesy (jak każdy). b)znikające komentarze na forach c)blokowanie treści w wyszukiwarkach w danych państwach d)blokowanie stron e)usuwanie filmów z youtube.
Internet jest totalnie monitorowany. Na świat internetu doklanie przekłada się układ sił w realnym świecie finansowym — przecież grupy kapitałowe lokują kasę w necie, i później mają wpływ bezpośredni na to co się tam znajdzie.
Inną kwestią jest wiara w wolność, którą cały czas podkreślasz. Moim zdaniem to trochę naiwne, bo od kiedy, żyjemy w bardzo gęstym i skomplikowanym społeczeństwie – a więc bardzo złożonej sieci wartości, przekonań, wpływu wzajemnego na siebie – uczciwiej jest mówić o regulowaniu tych relacji, tych wpływów, a nie o wolności ( abstrakcie, którego miara dla każdego jest inna). Nasze relacje reguluje prawo, które się zmienia zależnie od zmian kultury i tego co jest akceptowalne przez większość członków społeczeństwa. I nie chodzi o socjalizm – tylko o to, że jeśli Ty coś robisz, a mi się to nie podoba, to nie mam prawa wziąć siekiery i wbić Ci ją w głowę, bo wiem, że to co zrobiłaś, mimo że nie jest w moim interesie, jest dozwolone w obrębie tej gry w “społeczeństwo”.
I ostatnia kwestia — wiara, że niczym nieograniczona wolna konkurencja jest receptą na wszystko. Jest to tak naiwne, że aż ręce opadają. Dokładnie w tym widać, że JKM kompletnie w praktyce nie wie o czym mówi, tylko sobie teoretyzuje. Gdyby chwilę popracował w korporacji zobaczyłby jakie szanse w wolnorynkowym starciu z jakimś gigantem ma mała firma, która akurat startuje w tej samej kategorii rynku. I jeszcze brak refleksji, że firmy też mają interes (i środki) żeby sterować przekonaniami ludzi dla własnych celów.
Podsumowując: mimo, że z częścią konkretnych poglądów na sprawy gospodarki JKM się zgadzam, inne (wyżej wymienione) pokazują prostą rzecz: ten człowiek nie ma realnego doświadczenia w zmienianiu takich rzeczy, gdyby miał, to może tak jak Komorowski, mówiłby bardziej stonowanym językiem, a nie hojraczył na każdym kroku i wykazwał się naiwnonością dziecka.
Moim zdaniem chłop( mowa tu o Januszu Korwin Mikke) może nie ma ogromnych sukcesów na scenie politycznej ale przynajmniej ma program inny od reszty. Reszta chce aby było lepiej ale nie chce nic robić mam tu namyśli Jarosława Kaczyńskiego , Bronisława Komorowskiego ( a pozatym co to za moda na drugie imie Maria – pedalstwo ) Grzegorza Napieralskiego ( z Komunistycznej Partii która chce zniszczyć nasz kraj ) a może na Andrzeja L. co nie wie jak można zgwałcić prostytutkę . JKM pokazał się w tej audycji i jego pomysły są realne do wykonania w odróżnieniu od innych. Moim zdaniem Janusz Korwin Mikke jest najlepszym kandydatem
podoba mi się wiele tekstów JKM ale przyznam się szczerze, że z przerażeniem myślę o świecie, w którym miałoby to stać się realne, a pan JKM by został prezydentem z władzą… co w sytuacji gdy z rodziną wracam z wakacji, wszyscy giną i pozostaję sama na świecie w dodatku niepełnosprawna… wszystko fajne ale dla ludzi zdrowych, resztę wysiedlić i niech się sami sobą zajmą, zaćpają i na co tam mają ochotę, lekarz i tak do nich nie przyjdzie bo będzie prywatny nawet jeśli będą obciążeni genetyczną chorobą…
chciałam też napisać, że naprotechnologia nie jest tania, chyba, że kilka tysięcy na leczenie nie gwarantujące niczego to mało… naprotechnologia jest dobra dla par, gdzie problem tkwi po stronie kobiety, ale nie rozwiązuje słabego nasienia…. i proszę nie pisać, że opiera się na leczeniu, bo przede wszystkim na wyciąganiu kasy… dodam, że in vitro za granicą jest refundowane i jest wielokrotnie bardziej skuteczne, nie dlatego, że jest lepsze, dlatego że kobiety się lepiej przygotowuje, i taniej wychodzi jak się uda za pierwszym razem….
doprawdy nie rozumiem, dlaczego prowadząc firmę i płacąc 22% vatu plus 19% podatku plus 850 zł co miesiąc, nie mogę mieć refundowanego in vitro…. okej mogę sobie to sfinansować ale w tym kraju nawet za badanie tarczycy trzeba płacić, nie mówiąc o hormonach…
i na zakończenie co do JKM, świat nie jest czarno-biały, inaczej by gadał gdyby był chory i zależny od innych… a co gdy się przeżyje rodzinę i ma się 98 lat??? niby Polska nie bezludna wyspa, dodam, że Polak to nie bezludna wyspa…
Chciałabym tylko dodać, że żadna metoda antykoncepcji nie daje 100% pewności, że nie zajdzie się w ciążę… Jeśli ktoś nie jest gotowy na dziecko (stosuje antykoncepcję), to zapewne ma ku temu powody. Moim zdaniem na dziecko powinno się decydować, kiedy będzie się w stanie zaspokoić wszystkie jego potrzeby. Chodzi mi tutaj głównie o sferę finansową, edukację, rozrywkę itp.
Dziecko nie powinno być wpadką, bo jest to “inwestycja” na całe życie i trzeba do tego gotowym pod wieloma względami.
być do tego gotowym*
Krótko, bo to się wręcz odrębnego wpisu domaga: gdyby Internet był zupełnie zależny, nie mogłabym umieścić takich treści na swoim blogu, jakie zamieszczam. Co więcej pan Rajca lub Michalkiewicz w ogóle nie istnieliby w sieci. Cenzura jest, owszem – wiele komentarzy krytykujących obecny system zwyczajnie nie przechodzi na portalu wp. Ale przechodzi już gdzie indziej. Serwerów na świecie jest mnóstwo i nie wszystkie należą do ludzi z (z braku lepszego słowa) przeciwnego obozu. Więc jeśli faktycznie Internet byłby totalnie monitorowany, dziś bym nie mogła z Tobą na ten temat dyskutować.
Co do wolności – kiedyś ludzie za ideały umierali. Czy to znaczy: to źle świadczy o tych ideałach?
A jednej kwestii nie rozumiesz – albo przynajmniej nie zrozumiałeś jej tak, jak ja ją przedstawiam. Czy gdziekolwiek napisałam, że wolność oznacza nieograniczoną wolność? Moja wolność zaczyna się tam gdzie kończy się wolność drugiego człowieka (przykład z paleniem papierosów). Prawo musi być – do tego jasne i przejrzyste – przykład z siekierą stanowczo świadczy o niezrozumieniu idei libertarianizmu…
Kolejna kwestia – poczytaj, obejrzyj może, Miltona Friedmana, noblistę z dziedziny ekonomii. Poczytaj Misesa i Adama Smitha. I zajrzyj na stronę Adam Smith Center i na blog dra Gwiazdowskiego – a potem jeśli jeszcze mało, poszukaj krajów, gdzie jest najmniejsza ingerencja państwa w rynek, a potem tam gdzie największa i porównaj sobie wzrost ekonomiczny. A potem może oskarżaj o naiwność…
A to że firmy sterują opinią publiczną (przykład z in vitro) to rzecz jasna – ani ja, ani inni zwolennicy libertarianizmu nie twierdzą inaczej. Problem pojawia się dopiero wtedy (poważny), gdy mają wpływ na ustawy – przykład – refundujmy IV. Mogę się założyć (na przykładzie tego, co się stało w USA), że koszt IV wzrośnie drastycznie jeśli będzie refundowany. W końcu zaczniemy udawać, że to nie my, tylko państwo płaci. To jest dopiero naiwność.
Ależ niewiara w ludzi… Proszę mi powiedzieć – dlaczego ludzie zgadzają się na socjalizm? Żeby pomagać innym? A jeśli tak – to dlaczego wierzysz, ze ci sami ludzie nie pomogą Tobie?
Prywatny lekarz nie przyjedzie? Czemu? Skąd pewność, że nikt nie miałby na niego kasy, skoro byłby tańszy niż NFZ łącznie w ciągu roku? Zacytuję TOPOTA, chcącemu nie dzieje się krzywda – proszę się zastanowić, jak przez te tysiące lat ludzkość sobie radziła zanim się pojawił socjalizm i NFZ?… Człowiek powinien nauczyć się samodzielności i odpowiedzialności – za siebie przede wszystkim. Jak ktoś na lekarza odłoży to ma (zakładając, że już mu tyle nie zabierają co miesiąc) na leczenie. Co więcej, ludzie mniej by ryzykowali zdrowiem, bo nie chcieliby wydawać na lekarza. I ostatnia kwestia – bardzo ważna – a kto broni się ubezpieczyć – za te same lub mniejsze pieniądze u prywatnej firmy? Proszę sprawdzić – są takie już dostępne….
Proszę się nie obrażać, ale to brzmi jak lobbowanie in vitro – jakby to ktoś z “kliniki leczenia bezpłodności” pisał ;) Ale nie, może ktoś kto po prostu nie ma kasy na IV, chciałby sobie zrobić, ale do tego celu musieliby inni podatnicy za to płacić. Ja odmawiam. To duża kasa. Około 10tys. Gdyby zatwierdzono w ustawie refundację, to zdrożeje.
Co do skuteczności napro vs in vitro – linki proszę. Jasne jest jak słońce, ze dane statystyczne są robione dla danych firm przez zależne od nich ośrodki. Jeśli ja mam inne dane, a również z wiarygodnego źródła, to co wtedy? Pozostaje się zastanowić – za kim stoi kasa? Piszesz, że napro jest drogie – termometr dużo nie kosztuje. Większość badań opiera się bardzo precyzyjne badania temperatury i śluzu bodajże – to nic nie kosztuje. Kosztuje ewentualnie dopiero operacja po zdiagnozowaniu problemu. Choć zgadzam się, problemu słabego nasienia nie rozwiązuje. Ale iv też chyba nie? O ile wiem, jest jeszcze inseminacja.
A podatki, vat itp – gdyby tego nie trzeba było płacić, to większość takich osób jak Ty nie potrzebowałaby refundacji! Mogłabyś spokojnie sobie odłożyć…
Nie powinno być żadnych refundacji, właśnie i dlatego, że tak jak z tarczycą, albo głupim poziomem prolaktyny (też problemy z hormonami), za wiele rzeczy i tak trzeba płacić, po opłaceniu składek i podatków.
Ja nie wiem, skąd te czarne scenariusze, o przeżywaniu rodziny itp…
Któregoś dnia siądę i zrobię taki wpis – bo już trochę czytałam, jak to państwo nie pomaga tam gdzie twierdzi, że pomaga, a zwykli ludzie, sąsiedzi i rodzina pomagają… Nikt nie jest wyspą i dlatego – należy ludziom pozwolić zadbać o siebie (i siebie nawzajem) bez pośrednictwa państwa…
Ależ jest jedna!! Szklanka wody zamiast ;) Czyli abstynencja. Inaczej zawsze jest jakieś ryzyko.. A poza tym się zgadzam. Ale w żaden sposób nie usprawiedliwiałbym tym aborcji.
Według mnie nie można powiedzieć że ta publikacja jest obiektywna. Mimo iż JKM jest jednym z moich dwóch kandydatów nad którymi się zastanawiam to wydaje mi się że w tym artykule go faworyzujesz.
Cóż, to mój blog ;) A nie rządowa ulotka… Mogłabym być obiektywna bez podawania swoich komentarzy (ale dałam je właśnie dlatego, że miałam ochotę komentować różne punkty). Mam do tego prawo. Nie nazwałabym tez tego szumnie publikacją… Problem nie w tym, że ja kogoś faworyzuję (a konkretnie pewne poglądy), ale w tym, że po wpisaniu w google “porównanie programów kandydatów na prezydenta 2010″ nic innego nie wyskakuje – przynajmniej nie zaobserwowałam. Gdyby było ich ze 100, a każdy inny i co najmniej po jednym faworyzującym kogoś innego, to nie rzucałoby się to w oczy. W życiu nie przypuszczałam, ze ten wpis stanie się tak popularny w sieci. Gdybym się tego spodziewała, prawdopodobnie porównałabym wszystkich, w tabelce, bez komentarzy… Ale to jest mnóstwo roboty – bo nie wszystko wszyscy mają w programach.
Na koniec – czy znasz jakąś gazetę, w której poruszane są kwestie polityczne, albo takiego bloga, który byłby zupełnie obiektywny? Opinia jest z definicji subiektywna – pododawałam opinie do porównania, więc jest jak jest. Ale myślałam, ze piszę “dla siebie” tudzież jakiejś garstki osób :)
Zrobiłam tak też z jeszcze jednego powodu – są ludzie, którzy naprawdę wierzą, że np NFZ jest bezpłatne. Więc wolałam opatrzyć to komentarzem.
Pytanie jest nie, czy to jest obiektywne – ale czy gdzieś napisałam nieprawdę.
Pingback: Top Posts — WordPress.com
No miałem coś skomentować, a tu widzę już wszystko co chciałem powiedzieć powiedziała autorka ;)
Zawsze jednak coś od siebie można dodać, zamiast pisać wymówki, że autorka już wszystko napisała… ;)
Ilayla spróbuj się leczyć narpotechnologią to będziesz wiedziała, że to nie jest tylko kalendarzyk i termometr, lekarze leczący tym programem nie przyjmują przez NFZ więc wizyty są drogie, dodatkowo trzeba zrobić wszystkie badania, i to nie raz, leki itp… to kosztuje kilka tysięcy, w zależności czego dotyczy problem… co do inseminacji, jeśli problem jest po stronie mężczyzny, to żaden lekarz nie zaproponuje od ręki in vitro tylko najpierw inseminację… dodam, że też nie jest darmowa, więc nim się dojdzie do etapu wydania 10 tys. wyda się wcześniej 5 na inseminacje… jeśli ktoś zaczynał od naprotechnologi niech też sobie doda 5, więc w sumie nim się podejdzie do in vitro już się 10 wyda…
jeśli mam nie mieć refundowanego in vitro to chcę być bezludną wyspą, nie wiem dlaczego mam wspierać rolników, wiecie ile wynosi krus??? a płaci się go co kwartał, i jest ubezpiecznie i emerytura…. są wyprawki dla stoczniowców, górników i powodzian, są renty dla chorych…. dlaczego ja mam na to wszystko płacić??? mi domu nie zalało, dlaczego więc mam płacić??? za własne pieniądze podnoszę kwalifikację, aby płacić większe podatki… urodzę, wychowam i wykształcę obywatela, który też będzie opłacał tych wszystkich ludzi… dlaczego państwo nie jest w stanie zrefundować mi in vitro???
w sumie też nie rozumiem dlaczego nie zalegalizuje się narkotyków, i w tym jednym zgadzam się z JKM powinny być zalegalizowane:) sama nie używam ale myślę, że spore pieniądze przechodzą państwu kolo nosa… i prostytutki też by mogły zacząć płacić podatki:)
co do JKM gdyby był prezydentem to raczej musiałabyś siedzieć przy garach niż na blogu:) – taka moja luźna uwaga a propos jego równouprawnienia…
a ja nie będąc czerwona zagłosowałam za Napieralskim, bo uważam, że kościół należałoby odciąć od polityki, i jestem za refundacją in vitro oczywiście:) można pomagać pijaczkom, można też uczciwym ludziom, korzy płacą w tym celu podatki:)
No to faktycznie, z tą naprotechnologią doczytam jeszcze… Może masz rację. Ale nie poprę refundacji czegokolwiek z tej prostej przyczyny, że chcę prywatyzacji służby zdrowia. I likwidacji wszelkich ZUSów KRUSów i czego tam jeszcze. Podatek tylko niski, pogłówne na wojsko i policję, oraz na szczątkową administrację. Bez dochodowego. Niestety z powodu prawa UE VATu nie możemy zlikwidować.
Polecam poczytam sprawozdanie z budżetu państwa… Może jak zobaczysz na co jeszcze państwo wydaje pieniądze podatników i jaki mamy dług/deficyt, to sama uznasz, że na in vitro po prostu już nie mają kasy. Jednym dobrym przykładem, już w budżecie raczej nie ma, bo zbyt szczegółowe, ale wszyscy wiedzą- nie jest refundowane (a przynajmniej nie był w 2009 w marcu w Warszawie – znieczulenie zewnątrz-oponowe – 600 zł. I jak dobrze wiesz, cała masa innych rzeczy, też płatne. Skoro te nie są – to nie stać państwa na refundację in vitro.
A ponieważ jestem przeciwna, żeby państwo zabierało nam wszystkim tyle kasy, żeby inni coś tam mogli… I nie zrozum mnie źle – inny przykład podam. Wyobraź sobie coś, czemu jesteś zupełnie przeciwna (czy to ze względów etycznych czy innych) – ale są ludzie, którzy się tego domagają – chciałabyś, żeby podnieśli Ci podatki, żeby im to zrefundować? Np – wyjazdy za granicę, do jakiegoś egzotycznego miejsca, w celach leczniczych? Jaskrawy przypadek, ale chodzi mi o to – nie powinno się obciążać wszystkich podatników za coś, czego chce tylko jedna (nawet jeśli spora) grupa. Bo całe państwo na tym biednieje. Co więcej – masa kasy idzie na biurokrację! A edukacja? Wiesz, że i lekarze i nauczyciele zarabiają generalnie mniej niż urzędnicy, którzy obsługują te sektory? Te inne rzeczy – wyprawki dla stoczniowców itp. Tego wszystkiego nie powinno po prostu wcale być… Nie powinno się nawet rozważać refundacji in vitro… Ludzie powinni móc zarabiać tyle, jeśli są zdolni, pracowici itp, żeby ich było stać na takie “produkty” a nie, zeby ich było stać na wspieranie państwowego dziurawego budżetu!
Nie wiem dlaczego tyle osób uważa, że JKM zapędza kobiety do garów… Zastanów się, za czym przede wszystkim jest JKM – za wolnością. Jeśli chcesz pracować, wolna wola! Jemu chodzi o te Polki, które MUSZĄ iść do pracy, bo mąż mało zarabia (vat, podatek dochodowy i składki) choć wolałaby siedzieć z dziećmi – i wtedy na pewno ma się czas na bloga. Ja mam akurat taką pracę, że mam czas i na bloga i na dziecko i na karierę. Jakbym nie szła do pracy, miałabym więcej i na dziecko i na bloga – więc Twój argument mi tu pada na pysk ;) A już gary – a co mąż nie może gotować? Jestem kobietą i zupełnie nie wierzę w ten rzekomy szowinizm JKM – a czytam go i słucham. Widzę do czego doprowadził feminizm i bardzo mi się to nie podoba… Równe prawa tak – ale to oznacza też np potraktowanie kobiety w ciąży jak faceta – nie ustąpią w kolejce, nie odstąpią miejsca… przecież jest równouprawnienie. I to tylko jeden mały przykład. Oczywiście współczujący ludzie zawsze się znajdą. Ale jest sporo takich i kobiet i mężczyzn wychowanych na równouprawnieniu…
Nie jesteś czerwona? :) A różowa w takim razie – bo refundacja in vitro, “neutralność światopoglądowa” czyli walka z Kościołem, to lewica, a lewica jest czerwona…
Państwo słabo pomaga ludziom w ogóle. Najbardziej pomaga lobbystom i samym sobie – urzędnikom, politykom, grupom interesu… Najlepiej na refundacji IV wyszłyby kliniki, które to oferują… A uczciwym ludziom nie powinno się po prostu kasy zabierać.
Co od odcięcia Kościoła od państwa – nie wiem czy tak samo rozumiemy tę kwestię. Moim zdaniem, Kościół bardzo sobie szkodzi popierając PiS. Bo się wdaje w rozgrywki pomiędzy tymi dwiema partiami, które w poglądach niewiele się różnią… Namawianie do głosowania na konkretnego kandydata nie jest dobre – dla Kościoła również. Ale poza tym – Kościół ma prawo, jak każdy wolny obywatel, mieć poglądy na sprawy, np na socjalizm. Problem w tym, że zamiast socjalizm tępić, namawia do głosowania na JK – może nie cały Kościół. Ale sądząc po dość popularnym katolickim blogu na wordpress – słuchają tam Radia Maryja… I tym się kierują, zamiast sprawdzać choćby encykliki – przecież są katolikami, prawda?
Skoro państwo ma prawo coś sobie głosić, to i Kościół powinien mieć takie prawo. Twoje prawo nie słuchać. Nie być częścią Kościoła. A nie zamykać mu usta.
Ale może o coś innego Ci zupełnie chodzi.
mam jeszcze wypowiedź zanim napisałaś tą ale prądu nie miałam:) więc z opóźnieniem….
jeśli z 5 tysięcy które miesięcznie muszę zarobić, żeby mieć z tego połowę, ktoś mnie odciąży, to sobie sama zrefunduję te in vitro:) ja po prostu postrzegam to przez swój własny egoistyczny pryzmat osoby oddającej więcej Państwu niż zarabiającej:) nie wierzę, że coś może w Polsce się zmienić, myślę, że nadal będę opłacać tych pijaczków pod murkiem sklepowym jak i emeryturę rolnika co ma 20 szklarni i zatrudnia na czarno sąsiadów za 3,5 zł za godzinę…. ale zgodzić się muszę, że refundacja in vitro mogłaby stworzyć patologię, już teraz jest sporo osób, które robią in vitro bo on jest w Londynie a ona w Polsce a chcą mieć dziecko… co do wypłat lekarzy to się nie zgodzę, mam znajomych lekarzy i żaden nie zarabia mało… aczkolwiek muszę dodać, że każdy wyrobił pańszczyznę po studiach, teraz po specjalizacji mają dobry pieniądz… ale jest to zawód z grupy prawnik i architekt… ciężko zrobić specjalizację, uprawnienia lub aplikację pracując za mniej niż sprzątaczka, dlatego potem zarabia się dużo więcej…
co do in vitro i drogiego leczenia to mam pomysł:) może ktoś kto musi skorzystać z drogiego leczenia, operacji itp, niech to gdzieś zgłosi i będzie zwolniony z utrzymywania innych, tylko niech łoży na swoją potrzebę… jak uzbiera to z powrotem niech łoży na innych, dopóki nikt nie wymyśli czegoś lepszego…
i teraz do ustosunkowanie do ostatniego wpisu:)
co do tego na co stać państwo…. nikt się nie przyczepi do otyłych osób, którzy nie pracują ze względu na tuszę bo sami się do tego stanu doprowadzili do tego refunduje im się leki na obniżenie ciśnienia i robi operację serca, nikt się nie przyczepia do osób mających raka i nadal jarającyh fajki…. na choroby na własne życzenie państwo stać, ale na to, że dla kogoś los jest okrutny mimo iż dba o swoje zdrowie i płaci duże podatki, to na leczenie takich ludzi państwa nie stać…
co do feminizmu, cieszę się, że powstał taki ruch, dzięki temu od jakiś 100 lat możemy głosować:) co do nieustępowania w kolejce, to nie są równe prawa ale brak kultury, kobieta w ciąży, czy dziadek o lasce, czy osoba niepełnosprawna mają prawo być obsłużeni pierwsi bo jest im ciężej… jeśli ktoś potrzebuje do tego likwidacji uprawnienia to naprawdę jest mi żal takich ludzi… co do równouprawnienia, nie ma go w Polsce, mężczyzna na tym samym stanowisku dostanie więcej niż ja, jeśli dostanę tyle samo powinnam się czuć zobowiązana zrobić kawę szefowi albo pomyć szklanki po kolegach… teoretycznie wykonanie tych czynności nie boli, ale jeśli są takie oczekiwania to nie czuję się, że jest równouprawnienie…
nie jestem przeciwna kościołowi bo do niego chodzę jak mam taką potrzebę, ale demagogie ambonowe pozostawiłabym na gadki w zakrystii… zgadzam się, że kościół ma prawo do posiadania swojego zdania, ale nie na mszy… tak samo aktor ma prawo do własnego zdania ale uzewnętrznianie się na kogo głosuje uważam za zbędne…
jeśli traktowanie gejów czy lesbijek w taki sam sposób jak innych ludzi określa człowieka jako czerwonego, to masz rację, ja nie jestem nawet różowa, ja jestem purpurowo-czerwona:) nie mam nic przeciwko, znam kilku gejów, mili ludzie, mniej w nich nienawiści niż w koledze z oazy (niestety)….
nie wiem czy jestem częścią kościoła, nie wiem czy jestem częścią czegokolwiek, nie chciałabym być częścią czegoś co krytykuje innych ze względu na orientację, poglądy, wiarę, pochodzenie, czy kolor skóry:)
uff ale się rozpisałam:) pozdrawiam:)
Co do lekarzy – to chyba jednak dużo zależy od tego jakich lekarzy się zna… I przede wszystkim – czy pracują w NFZ, czy prywatnie, a może tu i tu? A czy pensja nauczyciela, który dopiero rozpoczął staż jest godziwa? Nie wydaje mi się… Jakby to i to było prywatne, to ci lepsi mieliby i pracę i wyższe pensje, a ci gorsi, może i pracę, ale niższe pensje, albo musieliby poszukać innego zajęcia. Tak jak jest, dwóch nauczycieli/wykładowców akademickich na tym samym stanowisku (niezależnie od płci) zarabia tyle samo – choć jeden może być o wiele lepszym pedagogiem od drugiego – albo mieć większą wiedzę. Za to układy to i owszem, mogą ludziom zapewnić lepsze pensje… Przykładów niestety nie brak.
Lekiem na tę niesprawiedliwość NFZ o której piszesz jest właśnie prywatyzacja – wtedy te kwestie stają się nieistotne. Przykładów na wady “służby” zdrowia jest mnóstwo. Nie leczy się tkanki rakowej – usuwa się ją. O ile nie jest za późno.
Co do feminizmu – zrobię może wpis osobno – bo to temat rzeka :) Owszem plusy są, ale o minusach rzadko się mówi. A są również. Nie można wszystkich kobiet traktować tak samo – nie każda chce tego, co feministki! A co mówiła Szczuka w telewizji – ze feministki tak naprawdę chcą jednego, władzy. A odnośnie pensji. Nie mogę się z Tobą zgodzić, z tej prostej przyczyny, że mam inne dane :) Sama jestem zaprzeczeniem tego, o czym piszesz :) Równouprawnienie oznacza – równe prawa. Ale nie musi równych pensji! To jest komunistyczne podejście – że wszystkim należy się po równo. Każdy powinien dostać tyle, na ile zasługuje, na ile zapracuje, ile jest wart jako pracownik i co równie ważne – co sobie wynegocjuje. Nie wiem jak jest z lekarzami w NFZ (tylko trzeba pamiętać o różnicach między specjalnościami), ale nauczyciele (w tym również akademiccy) w budżetówce mają określone widełki i jedynie co różnicuje pensję – też nie zależy od płci – to staż i stopień.
Jeśli w firmie prywatnej kobieta faktycznie zarabia mniej niż mężczyzna na tym samym stanowisku – to najpierw trzeba by 2 rzeczy zbadać – czy pracują dokładnie tak samo wydajnie i czy negocjowali takie same czy różne pensje?? Wydaje mi się, że tu nie szef jest winien – wiem po sobie, że jak szefowi zależy, żeby daną osobę zatrudnić, to da więcej – nie patrząc na płeć, ale na jego korzyści jako mojego pracodawcy.
Czy ja dobrze zrozumiałam, że według Ciebie, ja życzę sobie likwidacji równouprawnienia??! Ciekawe skąd ten wniosek… Nie, to nie tylko brak kultury, jak twierdzisz. A są na to przykłady – naprawdę, wpis zrobię (może dziś, albo jutro). Jeden na razie (ale wcale nie jedyny) – kobieta, znajoma JKM, pani minister – historia do sprawdzenia – pojechała do USA na konferencję czy coś takiego. A wiadomo jaki tam jest nacisk na “równouprawnienie” (zaraz wyjaśnię ten cudzysłów) – rzuciła za siebie płaszcz, bo jej się spieszyło, w nadziei, że jeden z panów pochwyci i odłoży. Spadł na ziemię. Wyjaśnienie? Tłumaczyli się, że żaden nie chciał być oskarżony o seksizm. Widzisz, ja rozumiem równouprawnienie dosłownie – jako równe PRAWO. A nie równość. Kobiety nie są takie same jak mężczyźni. Np, są ogólnie gorsze w szachach, lepsze znacznie w językach, gorsze (ogólnie) w naukach ścisłych, lepsze w humanistycznych, lepiej znoszą ból, w tym fizyczny, ale łatwo ulegają emocjom. Kontynuować? Nie ma znaku równości! To do czego doprowadził feminizm to w dużej mierze próba zrównania kobiet i mężczyzn pod każdym względem – a nie tylko (i tu bardzo słusznie!!) pod względem praw!
I dlatego czasem ktoś nie ustąpi kobiecie w ciąży – bo może usłyszeć (przynajmniej w USA), że to seksizm. Pani Gronkiewicz Waltz obraziła się przecież o nazwanie siebie przez dziennikarza kobietą. Słyszałam to na żywo, przerwała mu. Obraźliwy broń Boże nie był, pamiętam tę sytuację. Ale teraz to po prostu groteska.
Nie wiem, do jakiego kościoła chodzisz… Nie pytam. Nie wiem, co rozumiesz przez demagogie – bo może faktycznie na takiego księdza trafiasz? Ale jedno trzeba jasno powiedzieć – nie można porównać aktora do Kościoła. Kościół to bardzo specyficzna instytucja. Ma za zadanie umoralniać właśnie i głosić nauki Chrystusa – jeśli wiesz, na czym one polegają, znasz Biblię to wiesz, że Kościół nie może milczeć. Takie ma posłannictwo. Inaczej nie byłby Kościołem. Natomiast nikt nie musi przymusowo do Kościoła chodzić :) Nie powinien tez próbować go zmieniać. Jedna reformacja już była i mamy Kościół Protestancki – też wybór dla ludzi, dobry czy zły nie oceniam w tej chwili.
A co do homoseksualistów – też znam. Jednego. Każdy pewnie kogoś tam zna. I rzadko kto powie coś złego. Co innego jednak traktować go jako człowieka, a co innego zgadzać się na to, żeby mogli adoptować dzieci na przykład. I dopiero ta druga opcja (ewentualnie zgadzanie się na legalne związki małżeńskie zawierane w Kościele) czyni Cię osobą postępową, lewicującą więc. A katolicy są różni… Wystarczy poszukać choćby w sieci. Nie można rozgraniczać – homoseksualista miły – katolik nie…
A częścią niczego nie musisz być. No poza częścią systemu niewolniczego jaki mamy w Polsce, o ile nie emigrujesz. Ale do Kościoła chodzić nie trzeba :) To nie Partia ;) A poglądy wynikają ze spojrzenia na świat… I nie wydaje mi się, żeby akurat pochodzenie czy kolor skóry naprawdę miały znaczenie w Kościele. W moim nie mają ;) A pogląd – na co? Na wolność seksualna? Na aborcję? Tutaj nie ma dyskusji. To się po prostu popiera albo nie. Jak nie – to znaczy, że nie zgadzasz się z podstawowymi punktami etyki chrześcijańskiej – tak jakbyś się ekskomunikowała ;)
W takim razie wal w dupsko to na pewno w ciąże nie zajdzie, a nie że się dała przewiercic a później żałuje bo wpadła
Pisałeś do Californi – a to kobieta – więc chyba nie najlepsza “rada”.
Poza tym – dlaczego aż tak… dosadnie?
poproszę o przytoczenie fragmentu, że równouprawnienie to równa pensja… jakoś nie przypominam sobie, żebym coś takiego napisała… mówiąc o braku równouprawnienia miałam na myśli swoje doświadczenia, nie jestem nauczycielem akademickim więc nie wiem jakie tam są zależności lub jaki jest ich brak… równouprawnienie jest dla mnie jednakowym traktowaniem człowieka bez względu na płeć, a wyplata jest odzwierciedleniem jakości pracy a nie płci… nie wiem dlaczego jak piszę o uprawnieniu Ty rozumiesz to jako tą samą wypłatę dla wszystkich???
myślę, że można wszystkie kobiety traktować jednakowo, bez względu na upodobania kulinarne, preferencje czy zainteresowania… każdy jest kowalem swojego losu, bez względu na płeć…
rzeczywiście znajomi lekarze ze specjalizacjami nie są wiarygodnym źródłem dobrych dochodów… może powinnam dać namiary na rodzinnego, który ma wypłatę z NFZ i uważa, że lekarze dobrze zarabiają i mają możliwość sobie dorobić… mój ortopeda, przyjmuje odpłatnie i nie odpłatnie, i też nie uważa, że dzieje mu się krzywda…
co do zmian religijnych, dzięki temu że Kościół się zmienia i przeprowadza reformy, nie mamy czegoś na podobieństwo Islamu… myślę, że dożyję dni kiedy kościół zaakceptuje śluby gejów i lesbijek, bo miłość nie ma płci:)
i nie rozgraniczam, katolik zły a gej dobry, jeśli tak zabrzmiało to biję się w pierś, przeczytałam i stwierdzam, że mogło to tak zostać odebrane… nie ma co generalizować, oszołomów wszędzie pełno po równo… aczkolwiek w zgrupowaniach o jednych i zamkniętych poglądach więcej:)
wiem, ze do kościoła chodzić nie muszę, chodzę bo mam ochotę a jak nie mam to nie chodzę… nie wiem skąd przypuszczenie, że ktoś mnie tam ciągnie na siłę??? a co do milczenia Kościoła…niech sobie tam gadają co chcą ale nie na mszy:) mają programy i to nie tylko radiowe, są ludzie którym się to podoba to słuchają, mi się gadanie o polityce nie podoba więc nie słucham tych programów, ale na mszy trudno… trochę bym się czuła skrępowana zatykając uszy:)
ekskomunikowała – trudne słowo:) zgadzam się albo się popiera albo nie, ja nie popieram dlatego dyskutuję a nie przytakuję:) mam nadzieję, że nie wprowadziłam za dużo fermentu, po prostu lubię sobie czasami wymienić poglądy:) ciężko w necie z kimś dyskutować kto myśli inaczej bo anonimowość tworzy ten dziwny komfort zaniżania poziomu rozmowy…
i muszę jeszcze o tej równości na koniec, mam męski zawód, i codziennie jestem dyskryminowana, przyzwyczaiłam się, że tak wygląda życie na budowie….wszystkie rzeczy, które wymieniłaś w czym kobiety są gorsze od mężczyzn – jestem tego całkowitym przeciwieństwem… nie chcę być traktowana jak mężczyzna ani jak kobieta na budowie, chcę być traktowana jak partner w rozmowie z inwestorem, lub jak szef z pracownikami… i tak mam bo tak to sobie wypracowałam, ale ja musiałam to wypracować, koledzy po fachu to dostali odgórnie:) cieszę się, że są kobiety, którym się chce walczyć o równouprawnienie dzięki temu mogę wykonywać swój zawód:)
a pomoc kobiecie w ciąży to nie jest seksizm, chyba że pomóc dziadkowi 80-letniemu przejść przez jezdnię też by zostało nazwane seksizmem to się zgodzę:)
A proszę: “co do równouprawnienia, nie ma go w Polsce, mężczyzna na tym samym stanowisku dostanie więcej niż ja, jeśli dostanę tyle samo powinnam się czuć zobowiązana zrobić kawę szefowi albo pomyć szklanki po kolegach…” Mogłam tak zrozumieć? Bo ja jednak głównie od kobiet o pensjach słyszę. I słowa dostanie więcej jednak z kasą się jednoznacznie kojarzą.
Nie można żadnych ludzi traktować jednakowo – bo to niesprawiedliwe… Przykładowo, czy potraktujesz jednakowo dwie różne kobiety, jedna taka przeciętna, łagodna, nie wyróżniająca się, druga, rzucająca k**** na prawo i lewo, popychająca staruszki w pośpiechu na przejściu itp? Albo załóżmy, że rozmawiasz z nowo poznanymi paniami, jedna rozmawia z Tobą kulturalnie, druga Ci ubliża. Tak samo? Albo – jedna to kobieta prezydent (może nam się trafi :D), druga, Twoja znajoma sąsiadka – tak samo będziesz się do nich zwracać? Albo – jesteś szefem wielkiej firmy, bardzo zależy Ci na efektywności pracownika, bo nie możesz ich wielu zatrudnić – chcesz im płacić dobrze, ale ZUS, NFZ, jeszcze coś tam – dlatego kilku, bo inaczej musiałabyś zapłacić mniej – masz określone dochody, a przecież musisz mieć i dla siebie jeszcze i na opłaty. Czy jeśli zgłoszą się do Ciebie na rozmowę trzy kobiety, jedna feministka, karierowiczka, bez rodziny i męża, zdeklarowana singielka, a może nawet lesbijka, świetny fachowiec, twarda negocjatorka umowy o pracę; druga, też nastawiona na karierę, ale dość uległa, mniej asertywna, która zgodzi się, co tam szef uzna za stosowne wypłacić, byle nie za nisko; i trzecia – prorodzinna, mąż dwójka dzieci, otwarcie mówi, że planuje trzecie i będzie chciała iść na macierzyńskie i wychowawcze, że musi mieć przerwy na karmienie, że nie jest aż tak mobilna, bo dzieci, bo mąż no chory i coś jeszcze – ale świetny fachowiec. Potraktujesz je tak samo? Ale szczerze odpowiedz. Jak napiszesz, że “tak” to nie uwierzę, że się zastanowiłaś :)
Jeśli Kościół zaakceptowałby śluby gejów i lesbijek, to już nie będzie ten sam Kościół. To będzie koniec chrześcijaństwa- choć może gdzieś zostanie mały odłamek KK, wierny naukom Chrystusa. Moim zdaniem, jeśli KK będzie uległy w ten sposób wobec nacisków, to upadnie. A ponieważ ludzie chcą również pozwolenia na antykoncepcję (przez Kościół – nie wiem po co – chcą antykoncepcji, proszę, ale nie powinno domagać się przewartościowywania Biblii…), aborcję itp itd, to spadający wciąż przyrost naturalny runie na łeb na szyje. Ale nie w krajach islamskich. Gdzie średnia rodzina ma ośmioro dzieci. Powiedz mi – za te 20, 30 lat: będzie ich jakieś 4-6 razy więcej niż nas, chrześcijan (włącznie z tymi tylko z nazwy) i ateistów ze świata cywilizacji wschodniej. Czy ludzie zdają sobie sprawę jak działają islamiści? Trzeba będzie przejść na islam – czy to lepsze niż tak opluwane chrześcijaństwo?
A napisałam, że ktoś Cię ciągnie na siłę?? Pisałam po prostu, że nie trzeba chodzić – jakoś nie bardzo jestem w stanie zrozumieć osoby, które chcą chodzić do Kościoła, ale im on nie odpowiada pod tyloma względami. A wyciągnęłam wniosek, że do takich należysz osób – bo cytuję, nie chcesz być częścią czegoś, co dyskryminuje innych np za poglądy. Podam przykład. Przeczytałam raz w necie taką wypowiedź mniej więcej: “ja tego Kościoła nie rozumiem. podejścia do in vitro, do antykoncepcji, to człowiek powinien być na pierwszym miejscu. dobrze, że jeszcze są tacy księża, którzy to rozumieją”. Parafrazowałam z pamięci (ale to autentyk z pewnego znanego mi wcześniej forum). Jak się czegoś nie rozumie, to warto próbować zrozumieć – np poczytać na ten temat. Bo wszystko się tam bardzo ze sobą wiąże… A druga kwestia – człowiek na pierwszym miejscu w Kościele – a nie Bóg?? To jest dopiero herezja… I skoro są księża, którzy to “rozumieją” to nie dziwi mnie powiedzenie Papieża Piusa X: “Zwolenników błędów należy dziś szukać już nie wśród otwartych wrogów Kościoła, ale w samym Kościele: ukrywają się oni – że tak powiemy – w samym wnętrzu Kościoła; stąd też mogą być bardziej szkodliwi, bo są mniej dostrzegalni. („Pascendi Dominici Gregis”)”. Wrogiem Kościoła są przede wszystkim tacy postępowi księża…
Ale jak upadnie większy odłam, to pozostanie malutki – i koło się zamknie.
Co do gadania o polityce na mszy się zgadzam – nie pochwalam. Miałam na myśli kwestie społeczne – socjalizm to nie jest tylko polityka. Ksiądz może, korzystając chociażby z encyklik wygłosić kazanie o potrzebie pomagania biednym bezpośrednio. I skrytykować socjalistyczne podejście, ponieważ przez nie, biedni dostają o tyle pomocy mniej, ile idzie na urzędników po drodze. Przecież to też o biednych i miłosierdziu, prawda?
Jeśli natomiast nawołuje się do głosowania konkretnie na jakiegoś polityka, zamiast podawać takie kazania, które mają zachęcić do samodzielnego myślenia…
Przypomina mi się też JPII, który przyczynił się do obalenia komunizmu. A przecież Papież… Nie można odmawiać Kościołowi walki o dobro – jeśli system jest zły. Tylko niektóre metody mnie odstręczają… aż mi się nie chce przykładów dawać, bo mnie to irytuje, że KK tak sobie kłody pod nogi rzuca.
A tego nie zrozumiałam: “ciężko w necie z kimś dyskutować kto myśli inaczej bo anonimowość tworzy ten dziwny komfort zaniżania poziomu rozmowy…” komfort zaniżania poziomu rozmowy?? A jest zaniżony dlaczego?
O ferment się nie martw – ja dyskutować bardzo lubię, tak długo jak nie ma ad personam. Tego nie znoszę. Lubię rzeczową dyskusję. Zwłaszcza, że jak się mylę, to wolę się o tym dowiedzieć i się dłużej nie mylić ;) Ale czasem też kogoś do czegoś przekonam – zdarza się :)
Oczywiście, że pomoc ciężarnej to nie seksizm. Ale nazwanie kobiety kobietą też nie – a się obraziła. Przepuszczenie kobiety jako pierwszej w Stanach też uznaje się za seksizm… Więc dla jakiejś postępowej osoby ten pierwszy przypadek też na to zakrawa.
Dziadek tu nie ma nic do rzeczy bo jest facetem! :)
Co do Twojego konkretnego przypadku – nie wiem, jak dokładnie ta dyskryminacja wygląda, ale mogę się myśleć, z tego co napisałaś – moim zdaniem, może to być taki sam przejaw braku kultury i taktu szefa czy współpracowników – a nie brak równouprawnienia.
Równouprawnienie, po angielsku equal rights – równe prawa – np do pracy, do edukacji, do głosowania, do życia, opieki zdrowotnej itp. Równe prawa gwarantują równe traktowanie przez PRAWO, ale niestety nie przez ludzi – to tak jak z kobietą w ciąży (obsesję mam ch****, ciągle ten sam przykład) – to kwestia kultury. Czy na budowie nie pracują wszak – jeśli o panów chodzi, prości, często nieokrzesani ludzie? I owszem, mogą być dobrzy, pomocni, inteligentni – ale tacy nieokrzesani trochę, czyż nie? Takie moje obserwacje przynajmniej… Słyszałam różne teksty od takich panów ;) Może to brak ogłady i kultury jest problemem… Prawo jest takie, że możesz ich wszystkich pozwać… i pewnie wygrasz. A feministki chętnie zrobią szum wokół tej sprawy. Ale czy to zmieni samych ludzi? Jest równouprawnienie, ale mentalność jaka jest każdy wie.
Ja znam taki przypadek szefa – do kobiety się zwrócił (praca zupełnie przeciętna), że mogłaby na rurze tańczyć. W USA by słono zapłacić. A tu – kobietka to przełknęła i na tym się skończyło. Drugi – facet podchodzi i bezczelnie prztyka mnie w brzuch (dawno temu już) i coś tam sobie jowialnie żartuje. A przy tym dobry człowiek. Nie traktował mnie gorzej – czy innych kobiet – tylko pozwalał sobie na niestosowne żarty. To brak kultury, nie równouprawnienia.
A Ty jesteś naprawdę wyjątkiem – i bardzo dobrze. Są też faceci projektanci mody :) Są kobiety szachistki (ale malutko) i są mężczyźnie pielęgniarze. Ale różnice są – i nie ma sensu temu zaprzeczać :)
A kobiety nie walczą o równouprawnienie – znasz Szczukę? Walczą o władzę. Równouprawnienie jest. To mentalność trzeba zmieniać – np buntować się w obecności szefa, jak sobie za bardzo pozwala…
to znowu ja, wiem, wiem tęskniono:)
nie zrozumiałam przytoczenia jako cytatu moich słów w pierwszym wersie… tak to prawda ja to napisałam:) równouprawnienie to znaczy, że ludzie (bez względu np. na płeć) wykonujący tą samą rzecz, tak samo dobrze lub tak samo źle, powinni dostawać jednakową wypłatę… wiadomo w naturze jest inaczej, nie ma dwóch jednakowo pracujących osób, więc powinno się płacić im za wykonaną pracę a nie płeć…równouprawnienie w pracy (bo o tym chyba przede wszystkim toczy się rozmowa) to ocenianie człowieka za jego pracę a nie płeć – i to miałam na myśli, nie wiem dlaczego próbujesz mi wmówić, że równouprawnienie dla mnie to jednakowa zapłata za różną pracę??? tak samo równe traktowanie różnych osób dlatego że są jednej płci uważam za głupie, więc nie wiem czego dotyczy ten przykład z kobietami….. nie oceniam ludzi na podstawie płci, wybierając pracownika kieruję się jego kwalifikacjami… moja przyjaciółka (wykonująca ten sam zawód) złożyła papiery do pracowni, nie dostała się ze względu na płeć a nie kwalifikacje, bo przegrała z chłopakiem po studiach mając 10-letnie doświadczenie, i nie chodziło o to, że szukają kogoś mniej doświadczonego, żeby mu mniej zapłacić, szukali kogoś kto nie zajdzie w ciąże…. znajomy szukał pracownika i zadzwonił, że szuka kogoś, ale nie kobiety… są zawody, w których nadal jest dyskryminacja i brakuje równego traktowania, czyli oceniania ludzi po tym co sobą prezentują a nie jakiej są płci…
co do pytania, gdyby zgłosiły się do mnie różne kobiety, czy potraktowałabym jednakowo…. no właśnie i tutaj się pojawia między nami różnica, bo dla mnie nie ma znaczenia czyjaś orientacja, kolor czy upodobania, do wszystkich podchodzę jednakowo, a wybieram tą, która spełnia moje oczekiwania w stosunku do pracy… przyjmując kogoś do pracy, przyjmuję człowieka do pracy a nie kogoś z kim się muszę zaprzyjaźnić… dopóki człowiek dobrze pracuje i jest sprzyjająca atmosfera nie przeszkadza mi , czy ta osoba jest ubrana na różowo czy też ma irokeza… jeśli Jola R. dobrze wykonywałaby swoją pracę, nie byłaby konfliktowa to nie wiem dlaczego miałabym jej nie zatrudniać??? konia może posadzić w kącie…
naprawdę odnosisz wrażenie, że opluwam chrześcijaństwo??? mam nadzieję, że jednak nie… co do islamu, buddyzmu itp… każdy ma co lubi… a demagodzy są wszędzie… mogę mieszkać na wyspie otoczona islamistami i nie wydaje mi się, żebym zaczęła chodzić do meczetu, jeśli ktoś ma inne potrzeby niż ja to jego sprawa… każda religia, która nie namawia do zła – jest dobra, w moim przekonaniu… nie odmawiam Kościołowi dobra… znam wielu wspaniałych ludzi, którzy w imię Boga robią wiele dobrego, i znam wielu co używają tego za przykrywkę… to nie kwestia wiary ale wychowania, albo nawet nie wychowania, a tego co w środku tkwi…
co do komfortu zaniżania rozmowy…gdy dwie osoby w necie dyskutują, mają odmienne zdanie i zaraz pojawia się gruba artyleria bo jest anonimowość… w skrócie, to był komplement, że można sobie wskoczyć na Twojego blogaska i wyrazić coś innego i nie jest się naobrażanym… aczkolwiek jak tu jestem przy tym akapicie :) to albo się mylę, ale czasami moje słowa są nad interpretowane:)
jak kobieta jest nazwana kobietą i się obraża to jej sprawa… może zależy od formy??? jeśli się bierze czyjś punkt widzenia bo jest kobietą ( i to w pejoratywnym znaczeniu) to można się czuć obrażonym (chyba), ale jak się pyta kogoś o radę bo jest kobietą i w związku z tym inaczej to odbiera, to chyba to miłe…. na pewno by mnie coś trafiło jakby mi płeć męska wyskoczyła, że go opierdzielam bo mam okres… tak, na budowie pracuje cały przekrój społeczny, ale jak to ma się do uprawnienia???:) co do przejawu braku równouprawnienia w moim zawodzie napisałam wyżej:) i to jakiej płci jest szef nie ma znaczenia przy wypłacie…
i jak komuś brakuje ogłady czy kultury to jego problem, też tego nie postrzegam jako braku równouprawnienia… jeśli dostanę mniejsza wypłatę bo jestem kobietą to postrzegam jako przejaw dyskryminacji….
tak mi się przypomniało:) kiedyś prowadziłam szkolenia dla prywatnej firmy, nawet dobrze płacili ale… był zakaz rozmowy o zarobkach, więc nikt nie wiedział, kto ile bierze za godzinę…. kiedyś czekając na sekretarkę, będąc sama w pomieszczeniu z leżącymi przed nosem umowami tak mi się zerknęło… ja i jeszcze jedna kobieta miałyśmy najniższe stawki…. napiszesz, że widocznie byłyśmy najsłabsze… oceniane byłyśmy na podstawie ankiet kursantów i testów… z punktacją rywalizowałyśmy ze sobą, długo nic nie było i dopiero męska część…. wiem również, że facet, który przede mną prowadził dokładnie te same zajęcia, miał wyższą stawkę o 5 zł/h…. po próbach negocjacji dowiedziałam się, że i tak mam razem z drugą dziewczyną najwyższe stawki bo jesteśmy najlepsze… co było nieprawdą…
moje zdanie w kwestii uprawnienia jest takie: nie ma go w wielu przypadkach i zawodach… na pewno ciężko spotkać dyskryminowaną nauczycielkę, są określone zawody, w których dyskryminacja jest… często kobiety nie wiedzą, że są dyskryminowane, bo jest w umowie zakaz rozmawiania o zarobkach:)
i nie wierzę w te bzdury, że ktoś jest lepszy w tym czy w tamtym ze względu na płeć, jest lepszy bo taki ma dryk…. to fakt – są zawody w których ktoś ma lepsze predyspozycje ze względu na płeć, ale nie jest lepszy dlatego że jest takiej a nie innej płci… dlatego jestem za równouprawnieniem:)
daleka też bym była od stwierdzenia, że kobiety które nie chcą pracować są zmuszane do pracy bo mąż tak mało zarabia…. są kobiety, które po prostu nie lubią pracować:) a domem zajmuje się niania…. mój mąż po przeczytaniu tego stwierdził, że tak samo są mężczyźni, którzy muszą pracować bo kobiety mało zarabiają… zgadzam się natomiast, że jeśli są dzieci to osoba, która lubi zajmować się domem zostaje w domu, albo ta która lepiej zarabia… i zgadzam się, że ciężko w Polsce utrzymać się z jednej wypłaty….. ale nie wiem czemu JKM mówi o tym, że kobieta musi iść do pracy bo mąż mało zarabia…. i to jest szowinizm:)
to znowu ja, wiem, wiem tęskniono:)
Ano tak :)
…równouprawnienie to znaczy, że ludzie (bez względu np. na płeć) wykonujący tą samą rzecz, tak samo dobrze lub tak samo źle, powinni dostawać jednakową wypłatę… wiadomo w naturze jest inaczej, nie ma dwóch jednakowo pracujących osób, więc powinno się płacić im za wykonaną pracę a nie płeć…równouprawnienie w pracy (bo o tym chyba przede wszystkim toczy się rozmowa) to ocenianie człowieka za jego pracę a nie płeć – i to miałam na myśli, nie wiem dlaczego próbujesz mi wmówić, że równouprawnienie dla mnie to jednakowa zapłata za różną pracę???
Nie próbuję nic wmówić – po prostu nie wiem jak inaczej zrozumieć słowa – “mężczyzna na tym samym stanowisku dostanie więcej niż ja” – jeśli nie jako pensję? Owszem jest też o myciu szklanek, ale można odmówić – a taki przypadek znam. To jest do negocjacji. Kobiety potrafią czy nie potrafią twardo negocjować? Są pod tym względem różne czy identyczne jak mężczyźni?
tak samo równe traktowanie różnych osób dlatego że są jednej płci uważam za głupie, więc nie wiem czego dotyczy ten przykład z kobietami…..
A myślałam, ze się domyślisz – specjalnie podałam tylko kobiety. Żebyś nie zarzucała mi szowinistycznego podejścia ;) Otóż pracodawca, nie państwo (np budżetówka), musi dbać o własny interes. Zgadza się? Inaczej by tracił, a ma zarabiać, rozwijać firmę, zarabiać jeszcze więcej, zatrudniać nowe osoby itp. Tak? To powiedz mi czy zatrudnienie kobiety, która chce zajść w najbliższym czasie w ciąże jest z punktu widzenia pracodawcy rozsądne? I ten pracodawca nie ważne jakiej płci – jeśli myśli o tym jak zarobić, pracownik musi być najczęściej mobilny, efektywny i nie narażać pracodawcy na straty – niestety, kobieta w ciąży na straty naraża – z tej prostej przyczyny, że jeśli idzie na macierzyńskie, to nie pracuje, a jest opłacana. Co więcej – kogoś jeszcze trzeba dodatkowo zatrudnić na jej miejsce na ten czas – bo np była jedyną księgową! Wiesz teraz o co mi chodzi? To jest bardzo logiczne. Przedsiębiorstwo nie ma być instytucją charytatywną… Może się to nie podobać – sama jestem kobietą, dzieci uwielbiam, ale nie mogę być serio zła na pracodawcę, za to że dba o własny interes!
nie oceniam ludzi na podstawie płci, wybierając pracownika kieruję się jego kwalifikacjami… moja przyjaciółka (wykonująca ten sam zawód) złożyła papiery do pracowni, nie dostała się ze względu na płeć a nie kwalifikacje, bo przegrała z chłopakiem po studiach mając 10-letnie doświadczenie, i nie chodziło o to, że szukają kogoś mniej doświadczonego, żeby mu mniej zapłacić, szukali kogoś kto nie zajdzie w ciąże….
I masz przykład. Nie chodzi o płeć – ale o dyspozycyjność, o opłacalność. Gdyby mężczyźni zachodzili w ciążę – nie mówiłoby się o dyskryminacji.
Ja też nie oceniam na podstawie płci – ja widzę to inaczej niż Ty – kwalifikacje są na pierwszym miejscu, potem doświadczenie, ale jeśli pracodawca boi się, że narazi firmę na straty, jeśli będzie musiał wypłacić kilka macierzyńskich, zatrudnić kogoś na miejsce i zapłacić – to co ma zrobić? Nie każdego pracodawcę na to stać. W zasadzie to głównie budżetówkę… bo państwo płaci czyli podatnicy…
znajomy szukał pracownika i zadzwonił, że szuka kogoś, ale nie kobiety… są zawody, w których nadal jest dyskryminacja i brakuje równego traktowania, czyli oceniania ludzi po tym co sobą prezentują a nie jakiej są płci…
Ha! A zdajesz sobie sprawę, że są pracodawcy, którzy chcą zatrudniać tylko kobiety? I mówię o normalnych zawodach – znam 3 przypadki. Możliwe, że jest ich znacznie więcej. Zadaj sobie pytanie, czym różnią się kobiety od mężczyzn – tylko serio, a nie że od razu, bez zastanowienia, że niczym! :) Już zachodzenie w ciążę to ogromna różnica :) Płeć to pewne istotne różnice – np szkoła woli zatrudnić pedagoga kobietę, podobnie szkolną pielęgniarkę. Kopalnia woli mężczyzn – ile kobiet chce pracować w kopalni? Itp itd.
co do pytania, gdyby zgłosiły się do mnie różne kobiety, czy potraktowałabym jednakowo…. no właśnie i tutaj się pojawia między nami różnica, bo dla mnie nie ma znaczenia czyjaś orientacja, kolor czy upodobania, do wszystkich podchodzę jednakowo, a wybieram tą, która spełnia moje oczekiwania w stosunku do pracy…
Na to już odpowiedziałam – i nie zrozumiałaś mnie – co ma tu do rzeczy kolor skóry, orientacja czy upodobania? Dlaczego podałam przykład lesbijki? Bo w ciążę raczej nie zajdzie. Więc zdecydowanie nie możesz stwierdzić, że tu jest między nami różnica – bo żadna z wymienionych powyżej rzeczy nie ma dla mnie najmniejszego znaczenia. Ale jeśli założyłabym własną firmę od zera, na rynku gdzie już istnieje spora konkurencja, to niestety, ale musiałabym (żeby firma przetrwała, a tym samym miejsca pracy dla moich pracowników) brać pod uwagę, czy ktoś w najbliższym czasie planuje zajść w ciążę. To jest smutna konieczność. Jeśli w trzyosobowej firmie (np księgowej), dwie kobiety pójdą na macierzyńskie a zostanie sama szefowa, robiąca pracę za trzy, lub zatrudniająca kogoś do pomocy, wypłacać będzie pensję pomocnikom, to taka firma łatwo może paść. A o ile nic się w prawie nie zmieniło, jeśli firma zatrudnia powyżej 20 pracowników, to pracodawca płaci nie ZUS za wszelkie macierzyńskie urlopy.
przyjmując kogoś do pracy, przyjmuję człowieka do pracy a nie kogoś z kim się muszę zaprzyjaźnić… dopóki człowiek dobrze pracuje i jest sprzyjająca atmosfera nie przeszkadza mi , czy ta osoba jest ubrana na różowo czy też ma irokeza… jeśli Jola R. dobrze wykonywałaby swoją pracę, nie byłaby konfliktowa to nie wiem dlaczego miałabym jej nie zatrudniać??? konia może posadzić w kącie…
Ale tu się z Tobą zgadzam :) Pod warunkiem, że mnie żadna z tych osób w mojej firmie nie narazi na straty :)
naprawdę odnosisz wrażenie, że opluwam chrześcijaństwo??? mam nadzieję, że jednak nie…
Nie jestem zwykle aż tak pochopna, chyba, ze ktoś wściekle atakuje Kościół – ale o Tobie tego bym nie powiedziała. Nie, Ty go chcesz reformować. Napisałam “czy to lepsze niż tak opluwane chrześcijaństwo” – to ogólnie – a dowodów na to opluwanie mam tak wiele, że mogłabym magisterkę napisać…Ale z całą pewnością nie miałam na myśli Ciebie – inaczej dodałabym do cytowanego fragmentu “przez Ciebie” – a nie dodałam :)
co do islamu, buddyzmu itp… każdy ma co lubi… a demagodzy są wszędzie… mogę mieszkać na wyspie otoczona islamistami i nie wydaje mi się, żebym zaczęła chodzić do meczetu, jeśli ktoś ma inne potrzeby niż ja to jego sprawa…
Problem nie na tym polega – islam (a łatwo to sprawdzić) raczej nie lubi innowierców – zwłaszcza jak ma przewagę. Mogłabyś zostać zmuszona do przejścia na islam… A wiesz jak oni traktują kobiety?…
każda religia, która nie namawia do zła – jest dobra, w moim przekonaniu… nie odmawiam Kościołowi dobra… znam wielu wspaniałych ludzi, którzy w imię Boga robią wiele dobrego, i znam wielu co używają tego za przykrywkę… to nie kwestia wiary ale wychowania, albo nawet nie wychowania, a tego co w środku tkwi…
Zgadzam się.
co do komfortu zaniżania rozmowy…gdy dwie osoby w necie dyskutują, mają odmienne zdanie i zaraz pojawia się gruba artyleria bo jest anonimowość… w skrócie, to był komplement, że można sobie wskoczyć na Twojego blogaska i wyrazić coś innego i nie jest się naobrażanym… aczkolwiek jak tu jestem przy tym akapicie :) to albo się mylę, ale czasami moje słowa są nad interpretowane:)
Miło mi :) – i nie uważam, żebym dokonywała nadinterpretacji. Raczej dochodzi do nieporozumień. Ale póki można je sobie wyjaśniać i jest dobrze :)
jak kobieta jest nazwana kobietą i się obraża to jej sprawa… może zależy od formy??? jeśli się bierze czyjś punkt widzenia bo jest kobietą ( i to w pejoratywnym znaczeniu) to można się czuć obrażonym (chyba), ale jak się pyta kogoś o radę bo jest kobietą i w związku z tym inaczej to odbiera, to chyba to miłe…
Zapewniam Cię, ze akurat w przypadku HGW był to przypadek nadgorliwego feminizmu ;)
A forma – masz rację oczywiście. Jeśli ktoś moje zdanie potraktuje z lekceważeniem, tylko dlatego, że jestem kobietą, to się obrażę. Ale jeśli, z drugiej strony, słusznie zauważy, że mam na coś typowo kobiecy punkt widzenia (a są takie, choć zawsze z wyjątkami), to jeśli ma w danym momencie rację, to przecież nie ma sensu się obrażać :)
. na pewno by mnie coś trafiło jakby mi płeć męska wyskoczyła, że go opierdzielam bo mam okres…
No to tu się na pewno różnimy – bo ja sobie zdaję sprawę, że u niektórych kobiet PMS to fakt :D Natomiast wytykanie tego przez mężczyznę źle świadczy o jego takcie. Oraz o słabości jego argumentów – no bo za coś jest opierdzielony ;)
tak, na budowie pracuje cały przekrój społeczny, ale jak to ma się do uprawnienia???:)
No właśnie: nie ma – do kultury osobistej może – aczkolwiek nie musi :)
co do przejawu braku równouprawnienia w moim zawodzie napisałam wyżej:) i to jakiej płci jest szef nie ma znaczenia przy wypłacie…
Ja widzę, że wciąż nie zgadzamy się co do definicji równouprawnienia, a wydawało mi się, że definicje mają to do siebie, że z reguły, jest jedna definicja na jeden termin ;) Prosta sprawa – jeśli to co się tam dzieje jest “przejawem braku równouprawnienia” to wejdź na drogę sądową i sprawę wygrasz.
i jak komuś brakuje ogłady czy kultury to jego problem, też tego nie postrzegam jako braku równouprawnienia… jeśli dostanę mniejsza wypłatę bo jestem kobietą to postrzegam jako przejaw dyskryminacji….
No i popatrz – dlaczego uważasz, że Cię nadinterpretuję, bo uważam, że chodzi o pensję – a potem sama wyraźnie (i w zasadzie po raz drugi) piszesz, że chodzi o pensję – wypłatę? Skoro nie o brak kultury chodzi (a z tym się cała masa seksistowskich zachowań wiąże), to pozostaje pensja – o której w zdaniu powyżej bardzo wyraźnie napisałaś :) No omamów to chyba nie mam :D
tak mi się przypomniało:) kiedyś prowadziłam szkolenia dla prywatnej firmy, nawet dobrze płacili ale… był zakaz rozmowy o zarobkach, więc nikt nie wiedział, kto ile bierze za godzinę…. kiedyś czekając na sekretarkę, będąc sama w pomieszczeniu z leżącymi przed nosem umowami tak mi się zerknęło… ja i jeszcze jedna kobieta miałyśmy najniższe stawki…. napiszesz, że widocznie byłyśmy najsłabsze… oceniane byłyśmy na podstawie ankiet kursantów i testów… z punktacją rywalizowałyśmy ze sobą, długo nic nie było i dopiero męska część…. wiem również, że facet, który przede mną prowadził dokładnie te same zajęcia, miał wyższą stawkę o 5 zł/h…. po próbach negocjacji dowiedziałam się, że i tak mam razem z drugą dziewczyną najwyższe stawki bo jesteśmy najlepsze… co było nieprawdą…
To jest ciekawy przykład. Możliwe, że nie negocjowałaś dość twardo. Albo że faktycznie jest to przejaw dyskryminacji – ale żeby to było 100% jasne, sprawę się zgłasza do sądu – właśnie dlatego, że masz takie samo prawo do godziwego i sprawiedliwego wynagrodzenia (brzmi socjalistycznie, niestety, ale chodzi o Twoją wartość jako pracownika, tylko i wyłącznie) jak mężczyzna. Jeśli sąd po rozpatrzeniu sprawy przyzna Ci rację, to znaczy, że złamane zostało prawo.
Przykład z innej beczki – są wypadki na drogach. Ludzie po pijanemu jeżdżą itp. Ale nie powiesz przecież, że nie ma kodeksu drogowego! Tyle, że w tym przypadku policja ściga przestępców. A tu trzeba walczyć o swoje. Inaczej się nie da po prostu.
moje zdanie w kwestii uprawnienia jest takie: nie ma go w wielu przypadkach i zawodach… na pewno ciężko spotkać dyskryminowaną nauczycielkę, są określone zawody, w których dyskryminacja jest… często kobiety nie wiedzą, że są dyskryminowane, bo jest w umowie zakaz rozmawiania o zarobkach:)
Ten zakaz nie musi być niesłuszny – jeśli zgadzasz się na jakąś kwotę, to od tego momentu nie powinno nikogo obchodzić ile zarabiasz; ani Ty nie masz potrzeby wiedzieć, czy ktoś ma więcej czy mniej. No bo dlaczego – żeby było po równo? Czyli tak długo jest się zadowolonym z pensji dopóki się człowiek nie dowie, że ma mniej, albo, że tyle samo, ale chciałby więcej? Moim zdaniem, to powinno być regulowane na linii – pracodawca – pracownik. Co wynegocjujesz to masz. Jak za mało to proś o więcej. Jak nie chcą dać, poszukaj kogoś kto da więcej. A jak podejrzewasz dyskryminację, to otwarcie o tym mów, złóż pozew, nie wiem co jeszcze.
i nie wierzę w te bzdury, że ktoś jest lepszy w tym czy w tamtym ze względu na płeć, jest lepszy bo taki ma dryg…. to fakt – są zawody w których ktoś ma lepsze predyspozycje ze względu na płeć, ale nie jest lepszy dlatego że jest takiej a nie innej płci… dlatego jestem za równouprawnieniem:)
Nie zdenerwuj się na mnie, ale w powyższym stwierdzeniu sobie przeczysz (plus polemizujesz z faktami)… Bo jeśli, jak sama piszesz, ktoś ma lepsze predyspozycje ze względu na płeć to można słusznie zakładać, że ze względu na płeć będzie wykonywał swój zawód lepiej. Wystarczy się rozejrzeć po rozkładzie płci w różnych zawodach… Pewnie, że są wyjątki. Ale są też udowodnione naukowo różnice między mózgami obu płci… A małe dzieci mniej boją się miłych kobiet niż miłych mężczyzn, dlatego chyba sensownie jest mieć na oddziale noworodków głównie kobiety? :) Polecam książkę “Płeć mózgu” :)
daleka też bym była od stwierdzenia, że kobiety które nie chcą pracować są zmuszane do pracy bo mąż tak mało zarabia…. są kobiety, które po prostu nie lubią pracować:) a domem zajmuje się niania….
A ja znam inne przykłady. Z pewnego babskiego forum, na którym już nie bywam. Kobiety chcą zajmować się dziećmi i domem, a potem skarżą, się, że muszą iść do pracy, bo kasy nie ma, a to na kredyt, a to dodatkowe lekcje dla dziecka… Mało znam takich, co nie lubią pracować w ogóle. A dom to potrafi być harówka. Ale – nawet jeśli nie lubi pracować – to źle?? A co w tym złego? Pod warunkiem, że się nie obija w domu, nie liczy na zasiłki, a jeśli ma trójkę czy piątkę dzieci? A już przykładów takich gdzie żona nie pracuje, a mimo to jest niania znam mało. To chyba tylko naprawdę bogaci sobie mogą pozwolić. Ale jaka matka siedząc w domu potrzebuje nianię?…
mój mąż po przeczytaniu tego stwierdził, że tak samo są mężczyźni, którzy muszą pracować bo kobiety mało zarabiają…
Prawda, tylko co z tego wynika? Czy ten mężczyzna z przykładu, jeśli żona by dość zarabiała, zająłby się praniem, sprzątaniem, gotowaniem i dziećmi? Ilu takich znacie?
zgadzam się natomiast, że jeśli są dzieci to osoba, która lubi zajmować się domem zostaje w domu, albo ta która lepiej zarabia… i zgadzam się, że ciężko w Polsce utrzymać się z jednej wypłaty…..
To w ważnej kwestii się zgadzamy :)
ale nie wiem czemu JKM mówi o tym, że kobieta musi iść do pracy bo mąż mało zarabia…. i to jest szowinizm:)
Mówi tak, bo stwierdza fakt. Takich kobiet jest bardzo dużo – zależy przecież co/kogo czytasz, prawda? Jeśli głównie felietony feministek, to jest to jednostronny i zakłamany ogląd rzeczywistości. Nie wszystkie kobiety chcą tylko kariery. Niektóre chcą zająć się rodziną, ogrodem, malowaniem, czytaniem, to nie jest nic złego przecież. Stwierdzenie faktu nie jest szowinizmem. Szowinizmem byłoby powiedzenie np, że kobiety są głupie, co do jednej. A JKM tego nigdy nie powie, bo wiele kobiet, które zna, szanuje. Poza tym, powiedziałby nieprawdę, a z tego to on nie jest znany ;)
I jeszcze raz się odniosę do jednego zdania: “i dlatego jestem za równouprawnieniem” :) Bardzo dobrze, znaczy że szanujesz prawo :) Są równe prawa, zapisane w Konstytucji (niestety nasz rząd i tak nagminnie wprowadza jakieś ustawy Konstytucję łamiące), a to znaczy, że możesz poszanowania swoich praw domagać się w sądzie, w momencie, gdy uznasz, że prawo zostało złamane i zaistniał przejaw dyskryminacji. Ale to dokładnie oznacza to, że skoro możesz się procesować, to takie prawo istnieje – ergo istnieje równouprawnienie. A ze jest łamane – jeśli jest, to nic nie stoi na przeszkodzie, żeby udać się z tym do sądu.
No co to się porobiło? :)
W kwestii “niezależności internetu”: Pomijając geograficzno-techniczne oczywistości.
Gdyby komuś zależało (dla przykładu) na zablokowaniu wszystkich adresów zarejestrowanych w domenie [.pl], to wystarczy ze kolesie kontrolujący najwyższą domenę [.] (kontroluje ją USA) każą skasować wpisy dla serwerów DNS obsługujących w Polsce tę domenę. W ciągu 24 godzin nasz polski internet idzie do piachu.
Było coś o Kościele katolickim?
Ty Ilaylo chodzisz bo chcesz. Ale wielu nie chodzi i nie chce się identyfikować z tą organizacją. Co powiesz na to, że nawet jeśli nie należą do KRK (wystąpili, nie byli ochrzczeni w KRK itp.) to nadal płacą na jego utrzymanie? A to za sprawą Konkordatu. Płacimy Watykanowi haracz z budżetu państwa polskiego, ze wspólnych podatków. I to niezależnie od tego jaki mamy deficyt. Jest to jakiś procent PKB. Sprytne :).
Wątpię czy kiedykolwiek dojdzie do uchylenia tej wasalczej umowy.
Nie wiem zbyt dokładnie ile, musiałabym przejrzeć sprawozdanie z budżetu, o ile to tam umieścili. Ale o ile wiem, to w porównaniu z całą resztą to są śmiesznie małe pieniądze… Co więcej, nie mam nic przeciwko, żeby dotowanie zlikwidować. KK sobie poradzi. Natomiast -czy można to samo powiedzieć np o tvp – na to też idą moje pieniądze, a nie dość, ze nie oglądam to mam kiepskie zdanie. Państwo dokłada się do kultury, ale patrząc na to co promuje, uważam, ze wyrzuca często kasę w błoto. Utrzymujemy z podatków luksusowe wręcz więzienia – a jestem zdecydowanie przeciwna “nagradzaniu” przestępców siedzących w celi telewizorami, dostępem do internetu itp. Długo by wyliczać – PKP jeszcze dorzucę. Pożałowania godna instytucja, a nie dość że państwowa, to przecież każdy jeszcze płaci za bilet.
A wracając do KK – a konserwacja zabytków sakralnych? Na kulturę przecież idzie. Kultura czasem jakoś tam na siebie zarabia (muzea, wystawy itp, ale i tak państwo dopłaca).
Nie wiem czy jesteś negatywnie nastawiony do KK czy tylko do kwestii finansowej? Jeśli to drugie – to poczytaj to: http://prasa.wiara.pl/doc/460664.Panstwo-daje-na-tace
Jeśli pierwsze, to dyskusja jest pozbawiona sensu, bo z góry nastawiałbyś się na atak ;)
Dodam jeszcze, że tę stronę znalazłam przez przypadek. Żeby znaleźć ile to pieniędzy idzie z podatków na KK. Naprawdę warto przeczytać cały artykuł (3 strony), żeby nie powtarzać obiegowej i niesłusznej opinii na te tematy. I dowiedzieć się, ile państwo zyskuje finansowo na KK…
Szczerze mówiąc skoro ktoś jest właścicielem obiektu to powinien go utrzymywać. Jest wiele obiektów o statusie zabytku np. kamienice ponad 100-letnie a tyle kasy na nie nie idzie co na obiekty sakralne. Obiekty sakralne należą do konkretnej osoby prawnej która jakimiś tam metodami uzyskała te obiekty lub środki na ich budowę w przeszłości. Ale własność oznacza również odpowiedzialność właściciela za jego stan i ponoszenie kosztów jego utrzymania. Nie widzę prawnego powodu dla którego ja miałbym się dokładać do cudzej własności – nie jestem zrzeszony w strukturach tej prawnej osoby. Jeśliby to należało do skarbu państwa to wiadomo że pójdzie na to kasa z podatków na które się wszyscy składamy.
Temat rzeka ale jak mniemam utrzymywanie sakralnych obiektów to kwestia umowy dwóch stron. Pytanie tylko na ile wzajemnie uczciwej. I na ile szary obywatel się z nią zgadza. Oczywiście jest tu jeszcze temat tzw. “dziedzictwa narodowego” itp. pojęć. Ale to też kwestia dyskusyjna jeśli się weźmie pod uwagę że dyskutują tu 2 strony. Sakralny właściciel i publiczne państwo.
A ten artykuł przeczytam później.
Co do KRK jestem nastawiony bardzo sceptycznie. To nie znaczy że wszyscy mają przyjąć mój punkt widzenia. Ale jeśli chodzi o sprawy finansowe to jestem przeciwny wyciąganiu pieniędzy z kieszeni ludzi. KRK nie jest dla mnie przejrzystą organizacją w kwestii finansów. Oczywiście nikt ich nie zmusi do pełnej otwartości bo nie ma na razie takiego prawa. Jeśli ludzie dają na KRK kasę to ich sprawa. Nie ma takiego obowiązku więc ja nie daję. Tym bardziej że wielu jego notabli traktuje swoją “posługę” jak źródło środków do rozkręcania własnych, prywatnych interesów.
Po małej przerwie od bloga :) – tak jak pisałam, częściowo moje zdanie opisuje wspomniany artykuł. A jest rozsądnie napisany. Ale jako wolnościowiec jestem przeciwna dopłacaniu przez państwo do czegokolwiek. Armia, policja, szczątkowa administracja. Cała reszta – należy do obywateli i oni mają się z tym zajmować. Człowiek lepiej się zajmie tym, co do niego należy niż, jeśli jest państwowe, bo to w dużej mierze jak niczyje… A KK w pewnym sensie zarabia – chrzty, pogrzeby, śluby, to nie są takie małe pieniądze. Nawet jeśli stopnieje liczba wiernych – co by raczej KK na dobre wyszło, bo pełno fermentu do Kościoła teraz chodzi, to pewnie KK sobie poradzi. Tak długo jak długo będą chętni KK wspierać. Im mniej państwo nam będzie zabierać, tym chętniej ludzie będą pomagać i biednym (Caritas, WOŚP) i chorym i księżom, jeśli faktycznie zbiednieją…
Rzeczywiście powyższy art jest rozsądnie napisany.
Ale gdyby nagle się tak stało, że Caritas czy inne ośrodki zostałyby jakoś rozwiązane to ludzie i tak znaleźliby jakąś inną formułę pomocy. życie nie znosi próżni :). Pozostanie oczywiście kwestia skąd pozyskiwać środki na tę pomoc.
W ogóle socjalistyczna idea pomocy społecznej była może dobra dla państwa które dźwigało się po wojennych zniszczeniach (aczkolwiek to brzmi absurdalnie) jednak spowodowała ona w pewnym sensie rozluźnienie więzów międzypokoleniowych w rodzinie. Mam na myśli również ZUS itp. stwory.
Ferment wcale nie szkodzi KRK. Jeśli daje na tacę i swoje poglądy trzyma dla siebie. Ja niestety takie mam wrażenie, że o to tylko chodzi.
Co do zarobków KRK to oficjalnie jest “co łaska” ale tak naprawdę to obowiązuje szemrany “cennik” poniżej którego można się narazić na “zlewkę”. Potwierdza to wielu ludzi. Ten temat wraca czasem w reportażach radia czy telewizji i jest gorąco komentowany.
W zasadzie to chyba się co nieco zgadzamy. Wszystko jest dobrze dopóki ktoś nie zaczyna nas do czegoś zmuszać. Nasze państwo jest własnie taką instytucją, która niestety dziedziczy mnóstwo socjalistycznych rozwiązań po poprzedniej epoce, choćby system sądowniczy zrobiony pod władzę. Oby Wisła nie wyschła zanim się tego pozbędziemy.
Myślę, że jednak nie sceptycznie, a wojowniczo jesteś nastawiony do Kościoła ;) Sceptycyzm pozwala na rozsądną krytykę, ale antagonizm zwykle zaślepia, zgodzisz się? Dlaczego tak napisałam – bo napisałeś “Ferment wcale nie szkodzi KRK. Jeśli daje na tacę i swoje poglądy trzyma dla siebie. Ja niestety takie mam wrażenie, że o to tylko chodzi.” A to znaczy, że nie dostrzegasz całej masy rzeczy niezwiązanych z finansami… Etyka czy moralność chrześcijańska, wspólnota, duchowość – tego nie można ot tak sobie pominąć i tylko na tacy się skupiać. Ferment bardzo szkodzi – co z tego, że daje na tacę? Szatan chętnie by dawał na tacę jak najwięcej jeśli miałoby to do upadku Kościoła doprowadzić i do zniszczenia więzi ludzi z Bogiem. A to właśnie robi ferment. Najbardziej bulwersujący mnie cytat pewnej laski, pseudokatoliczki: “w Kościele człowiek powinien być na pierwszym miejscu”. Albo opętana albo głupia, albo zwyczajnie nie wie, co mówi. W Kościele Bóg jest i ma być na pierwszym miejscu – ferment to ludzie, którzy chcą to zmienić nieustannie próbując podważać podstawowe prawdy, nauki Chrystusa – jak o to ochronie życia, więc kwestie antykoncepcji, in vitro, aborcji… itp – albo małżeństwa gejów. Jak dla mnie, niech sobie wierzą w co chcą, sami decydują o swoim zbawieniu lub jego braku. Jak ktoś w ogóle nie wierzy też – jego decyzja, czy brak łaski, jak zwał tak zwał. Nie ma przymusu chodzenia do KK. Nie ma. To, ze Bóg chce czy KK, żeby wszyscy się nawrócili to odrębna kwestia. Ale żeby chodzić i rozwalać od środka? To jest ukryta lub jawna wrogość wobec KK. Jak im się nie podoba i próbują przekonać innych do swoich racji, niech sobie swoją sektę założą, bo głoszenie tez sprzecznych z naukami Kościoła/Chrystusa to kręcenie sobie bicza na siebie – a na moment obecny to szkodzenie KK – czasem to jest pewnie nieświadome. Ale szkodliwe jest. Taca tu nie ma nic do rzeczy. Komuniści, swojego czasu, albo nawet teraz jawni wrogowie Kościoła, gdyby myśleli, że kasą można zamknąć usta Kościołowi, żeby przestał głosić niewygodne prawdy, już dawno by to zrobili.
przeczytałem…
Krytykę KRK przeszedłem już dlatego jestem sceptyczny co do jego roli w sferze duchowej.
Antagonizm? Jeśli do wilka w owczej skórze tak się odnieść to owszem.
Myślałem że w religii najważniejsza jest troska Boga o zbawienie człowieka a nie Bóg sam w sobie i bałwochwalczy stosunek człowieka do Niego. Na zdrowy rozum On sobie doskonale poradzi sam.
Szczerze mówiąc nie chce mi się już wgłębiać w tę dyskusję.
Zatem życzę szczęścia i owocnej pracy w wyzwalaniu umysłu tudzież umysłów.
Pamiętam takie stare słowa: tam gdzie zaczyna się dogmat kończy się rozsądek i myślenie.
Pozdrawiam
Z powyższego wynika, że nie wiesz o co w chrześcijaństwie chodzi… I stąd krytyka i sceptycyzm mnie już nie dziwią. Polemizujesz z własnym wyobrażeniem tej religii, wiary, Boga, Kościoła itp, a nie z rzeczywistością. Bóg nie ma się troszczyć o zbawienie człowieka. Już to zrobił. Teraz to człowiek ma dbać o swoje zbawienie. W to, że Bóg sobie doskonale poradzi żaden chrześcijanin nie wątpi. To człowiek bez Boga sobie nie poradzi (z perspektywy wierzącego) – rozum i wolną wolę dostał po to by to zrozumieć, a jak ludzie z tego rozumu korzystają wiadomo. Jak ktoś uważa, ze mu zbawienie niepotrzebne, piekło mu niestraszne (bo w nie nie wierzy), to nie ma o czym dyskutować, faktycznie…
Co do dogmatów – pewnie jakiś ateista to powiedział? Tak czy siak, nietrudno znaleźć choćby w sieci przykłady nazwisk (z całej historii ludzkości) ludzi, którzy są dotąd uważani za wielkich myślicieli, odkrywców, wynalazców itp, którzy wierzyli w Boga. Co więcej, niejeden współczesny naukowiec ateista zgłębiając tajniki swojej wiedzy, jeśli była związana z fizyką lub biologią doszedł do wniosku, że pewne rzeczy są w świecie zbyt precyzyjne i zorganizowane by mówić o zupełnym przypadku (przykład z kwiatem, który wygląda jak samica owada; plemnik który jest wytwarzany w męskim ciele, a swoją funkcję doskonale spełnia w warunkach, których nigdy wcześniej nie mógł poznać, bo jak itp itd). Najłatwiej uznać, że chrześcijanin to głupek, bo w dogmaty wierzy, a ateista rozsądny bo sam myśli – takie schematyczne myślenie jest jednak dowodem podejścia niezbyt rozsądnego, bo opiera się na swoistym dogmacie również – aksjomacje, ze tylko bez dogmatów/aksjomatów można myśleć. To musisz mieć kiepskie zdanie o matematykach. Co moment to aksjomat…
Również pozdrawiam, pewnie więcej nie zajrzysz.